W
upalny piątek spotkać pustelnika i to w Lesku to nie byle co. Jan Jano
Darecki, bo o nim mowa jest niewysokim mężczyzną o błękitnych oczach.
Nie ma siermiężnej koszuli, ani kostura. Mało tego, towarzyszą mu dwie
piękne kobiety, Ela i Basia. Okazją do rozmowy jest album "Solina",
jego autorstwa, który ukaże się w połowie sierpnia w sprzedaży. Co to znaczy być pustelnikiem? Nie wyglądasz na osobę stroniącą od ludzi.
- Ależ jestem. Żyję według swoich największych marzeń. Po pierwsze -
żyć w samotności, po drugie - bezdomnie i w ubóstwie i po trzecie i
najważniejsze - spotkać Boga żywego. - odpowiada z zagadkowym uśmiechem
na ustach - 24 lata temu rzuciłem studia, wyjechałem z rodzinnego
Rzeszowa w Bieszczady i przez pierwsze dwa lata mieszkając na wyspie
skalistej faktycznie miałem znikomy kontakt z ludźmi, o cywilizacji nie
było mowy. Później jeździłem po kraju, współpracowałem z księdzem
Szpakiem i znów trafiłem do pustelni tyle, że z Puszczy Białej, tam
minęły kolejne dwa lata. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
- Pokora wobec przyrody i najważniejsze to doświadczyć obecności
Stwórcy. To można zobaczyć w najczystszej postaci w przyrodzie. Ja
nawet przez obiektyw aparatu modlę się. Dla mnie są tam zawarte dwa
etapy. Medytacja nad tym co widzę, a po drugie kontemplacja. Wynikiem
trzech ostatnich lat moich wędrówek nad Zalewem jest album, który
ukarze się nakładem Wydawnictwa Carpathia pod tytułem "Solina". Będzie
tam około 60 fotografii, które są właśnie są wynikiem mojego sposobu
patrzenia na to co mnie otacza. - Właśnie dlatego, że Jano żyje w
harmonii ze sobą i z naturą, widać w jego zdjęciach to coś co je
odróżnia od innych - mówi Elżbieta Borkowska, malarka, poetka z
Krakowa. Jedną noga jeszcze w mieście, a drugą - pewnie lewą - bo wraz
z sercem - już w Bieszczadach. - Chcemy z Elą i naszymi przyjaciółmi stworzyć Dom Pracy Twórczej - mówi pustelnik.
- Miałam taki dom w Krakowie, ale widzę że tu jest bardziej potrzebny.
Jest tu wiele utalentowanych osób, które potrzebują opieki
artystycznej, takiego mecenatu, a do tego "fizycznie" miejsca gdzie
będą mogli tworzyć. Poznałam niedawno dziewczynkę ze Średniej Wsi,
która ma niezwykły talent rzeźbiarski. Takich talentów nie można
marnować. Właśnie dlatego tak wierzymy w nasz pomysł - dodaje Elżbieta.
- Wierzę w swoje marzenia - wtrąca Jano - wierzę w ludzi, bo to dzięki
nim mogę żyć nie mając nic. Gdy jestem głodny dają mi jeść. Tu jeśli
mogę ukłony dla wspaniałej i ciepłej osoby jaką jest pani Malina z
Polańczyka i pana Jana - dyrektora "Plonu". Domem póki co jest miejsce
nad Zalewem, za ośrodkiem "Szymon", wystarczy przejść 200 metrów przez
las, by być moim gościem. Po sezonie mieszkam na statku Tramp za
ośrodkiem "Plon". Tam rozmawiam z twórcami, tam medytuję, tam mam swój
świat. Zapraszam... Pustelnik i zapakapiory - co Cię z nimi łączy?
- Wydaje się nie do pogodzenia pustelnicze życie z bieszczadzkim
zakapiorstwem. Jestem pomysłodawcą "Zlotów Leśnych Ludzi" Zakapiory
2004 odbyły się w październiku ubiegłego roku. - Chciałem obalić mit
negatywnego przekazy zakapiorstwa - Bo to jest tak - każdy zakapior ma
kapelusz i przeważnie jest nieogolony - ale nie każdy kto ma te
zewnętrzne atrybuty jest nim. Prawdziwi odchodzą... - zasmuca się Jano
- ostatnio jeden po drugim, Juras 2000 czy Władek Nadopta, Majster
Bieda. Oni mieli swój honor, swój kodeks. Żyli w zgodzie z przyrodą, a
że czasem na bakier z przepisami to właściwie ten smak, życia lekko na
bakier... nie szaro, nie od poniedziałku do piątku, nie w konwenansach
i zadowalaniu opinii sąsiadów. Żal, że niektórzy co kupią kapelusz i
przyjadą się upić czy wulgaryzować - to tylko żałosne popłuczyny.
W czasach gdzie wszyscy marzą o domu, samochodzie czy wczasach na
Karaibach dość egzotycznym wydaje się marzenie o życiu w ubóstwie. A
jednak jest Jano i jest pustelnia. Co prawda trudno, patrząc na niego
trudno zgadnąć, że mamy doczynienia z pustelnikiem. To wychodzi dopiero
w rozmowie. W jego głębokim przeświadczeniu o roli Boga, studiowaniu
Biblii. Kolejne marzenie Jano przed nim. Dom, gdzie dla wszystkich starczy miejsca... właśnie tu - w Bieszczadach.
|