
Ta historia mogłaby posłużyć za scenariusz sensacyjnego filmu a
zdarzyła się naprawdę. To życie pisze najbardziej niezwykłe scenariusze.
Jan Krzywowiąza (1894 - 1977) był najsłynniejszym leskim fotografem
pierwszej połowy XX wieku. Urodzony w tym mieście poświęcił mu całe
swoje życie utrwalając na zdjęciach Lesko i jego okolice, twarze
mieszkańców, ich dzień codzienny, uroczyste chwile, ważne święta i
wydarzenia, opracował pierwsze widokówki z tych ziem. To z tych czasów
pochodzi powiedzenie, że podczas robienia zdjęcia "klisza pękła", bo
obecny "film" zastępowały szklane płytki. Zafascynowany swoją pracą
Jan nie miał czasu by myśleć o sobie. Czas płynął szybko i coraz
bardziej brakowało mu kogoś do pomocy i wspólnego życia. Brakowało mu
żony... W jednym z ogólnopolskich kolorowych tygodników zamieścił
anons, że "poszukuje retuszerki... a plany matrymonialne - co do niej -
niewykluczone". I przyjechała piękna dziewczyna - Matylda Gal.
Wkrótce odbył się ich ślub. Sielanka trwała tylko dwa lata. Któregoś
dnia do Matyldy przyjechała jej siostra. Przez okno wyniosły z
rodzinnego domu Krzywowiązów wszystko co najcenniejsze i potajemnie
wyjechały. Poszukiwania złodziejek doprowadziły tropiących do Lwowa i
tam udało się część "łupów" odzyskać. Rana w sercu Jana pozostała już
na zawsze... W 1944 roku w Lesku stacjonowały wojska radzieckie.
Przystojna pani kapitan za wszelką cenę próbowała zdobyć artystę -
fotografa... nie udało się. W 1945 roku Lesko zostało wyzwolone.
Któregoś dnia Jana Krzywowiązę wezwał do siebie również legendarny już
dziś ksiądz proboszcz Ludwik Paluch. W imieniu skruszonej Matyldy Gal
prosił o przyjęcie jej ponownie i wybaczenie win. Jan nie chciał jej jednak nawet widzieć na oczy, więcej już się nie spotkali, żadna inna kobieta nie zaleczyła starej rany...
Mijały lata. Powojenne Lesko zmieniało swoje oblicze, burzono stare,
stawiano nowe. Powstały plany budowy domu handlowego. Na przeszkodzie
inwestycji stał skromny pawilon - pracownia fotografa Krzywowiązy.
Kilkakrotnie wzywano go do opuszczenia i przeniesienia zakładu, aż
któregoś wieczoru pod budynek podjechał ciągnik i kilku rosłych
mężczyzn "wyprowadziło" fotografa wrzucając - jak leciało - aparaty
fotograficzne, cały sprzęt z pracowni, tysiące szklanych klisz na
przyczepę. "Przeniesiono" Jana Krzywowiązę na plac Pułaskiego. To
wszystko czego nie zabrano połamano, zniszczono i wgnieciono w
ziemię... spychaczami. W 1977 roku fotograf zmarł. Największym
zbiorem jego zdjęć może pochwalić się muzeum historyczne w Sanoku. W
Lesku wśród mieszkańców jest kilka osób, które tamte zdjęcia zachowały.
Dzięki nim, kolejny niekwestionowany największy leski fotograf Ryszard
Nater w swojej pracowni FUJI EKSPRES FOTO "TRIO" wykonał przepiękne
fotografie leszczan z początku XX wieku. Ich wystawa znajduje się w
"Małej Galerii" Bieszczadzkiego Domu Kultury. Można ją oglądać do
września 2005 roku. Emanuje godnością, pięknem, zadumą, nostalgią...
Warto zobaczyć. Wspomnienia o Janie Krzywowiązie na podstawie opowieści Mirona Berezika spisała Ewa Baranowska na zdjęciu Jan Krzywowiąza
|