Odkąd ciekawość mitologicznej Pandory wydała na świat wszelkie
nieszczęścia i plugastwa, rozpęzły się one na wszystkie strony. Nie
ominęły również naszych Bieszczadów.
Żmija zygzakowata (bo o niej mowa), budzi strach poczynając od wiosny
na jesieni kończąc. Zagorzali zwolennicy i przeciwnicy toczą spory -
odnowa gatunkowa czy bezpieczeństwo ludzi. Szczególnie w ostatnim
czasie jej plenność wzrosła, pojawia się w ludzkich zabudowaniach,
gdzie coraz częściej zdarzają się przypadki ukąszeń.
Chciałbym przytoczyć historię takiego właśnie zdarzenia, trochę z odległych czasów, ale i teraz powtarzających się.
Była połowa lipca 1963 roku, podczas budowy drogi Buk - Polanki -
Terka. Lato było wyjątkowo upalne. Po skończonej pracy ulgę przyniosła
kąpiel w Solince. Woda była bardzo ciepła. Do zostawionych na brzegu
ubrań zakradła się "dzika lokatorka" - cicho i niepostrzeżenie - cała
nasza bohaterka. Wcisnęła się w ubranie naszego kolegi Bolesława
Szmyta, który ubierając się został ukąszony w nogę powyżej kostki. Jego
krzyk zaalarmował nas. Pierwszej pomocy udzieliła sanitariuszka z
pobliskiego obozu studenckiego, która nakazała jak najszybciej udać się
do lekarza. Na bazie był tylko jeden samochód i to do końca niesprawny.
Ale kierowca - Michał Bycz - dał radę dowieść osłabionego już
działaniem jadu pana Szmyta do Cisnej. Dyżurna pielęgniarka (lekarz był
przy wypadku w Wetlinie) zrobiła mu zastrzyk z surowicy. Mimo to jad
rozszerzył swoje pole działania, założona opaska nie zdała egzaminu.
Pan Szmyt przebywał około tygodnia w szpitalu w Lesku, ale skutki
ukąszenia odczuwał jeszcze bardzo długo.
Trzy tygodnie po zdarzeniu z panem Szmytem, wracając z wycieczki ze
szczytu Połomy zostałem ukąszony poniżej kolana. Nauczony przypadkiem
kolegi zaopatrzyłem się wcześniej w surowicę, więc obeszło się bez
komplikacji.
Ten wypadek zdarzył się na łonie natury. Teraz nagminnie zdarzają się
ukąszenia przy budynkach mieszkalnych. Ostatnio w Stefkowej siedzącą
przy barze pod parasolem osobę, a wcześniej bawiącą się na schodach
przed domem dziewczynkę.
Reasumując - "Zezowate szczęście", a może "zygzakowate nieszczęście"
|