Pogłoski o rozpadzie Aeroklubu Bieszczadzkiego były coraz głośniejsze, czy to prawda spytaliśmy prezesa, Piotra Bobulę. -
Aeroklub ma się dobrze! Martwią mnie plotki o jego rzekomych kłopotach.
Owszem, podczas gdy latałem w Nowej Zelandii, na miejscu zaczęło się
źle dziać. Przede wszystkim nieuregulowane sprawy z KRS przeszkadzały w
odebraniu tego co się prawnie aeroklubowi należało - czyli budynku na
Bezmiechowej. Podjęta dwa lata temu uchwała Rady Miejskiej w
Lesku, została niewykonana przez burmistrza. Po stanowczych protestach
grupy radnych, wszystko powinno zostać uregulowane prawnie. Mam
nadzieję, że mimo tego, co się działo na ostatniej sesji Rady Miasta
wszystko się ułoży i będziemy w końcu prawowitymi użytkownikami budynku
na Bezmiechowej, gdzie przecież Aeroklub na też swoją ziemię. Jak sezon letni w Aeroklubie? -
Nadzwyczaj dobrze, wykonaliśmy ok. 1500 starów za wyciągarką. Loty
turystyczne na Weremieniu cieszyły się dużym powodzeniem. Teraz
dysponujemy dobrym sprzętem. Mamy samoloty - Gawrona i Jaka, trzy
szybowce typu Bocian i trzy szybowce jednoosobowe. Muszę się też
pochwalić, że otrzymałem ponownie Certyfikat Organizacji Szkolenia
Lotniczego dla Aeroklubu.
|