Ojciec używał tego słowa, kiedy w przystępie doznanego zawodu czy niepowodzenia wypowiadał się o społeczeństwie leskim, (w którym żył i do którego należał), dzieląc ludzi mu znajomych na dobrych i złych. Mówił wtedy - "To dobry człowiek, porządna kobieta, uczciwy i następnie: - "Łotr, szubrawiec, partyjny", a między pierwszymi i drugimi umieszczał: - To taki d e r w i s z"...co znaczyło niepewny "k r ę t l i w y "!! Po wielu, bardzo wielu latach to słowo i związana z nim historia, nabrała pełniejszego kształtu i znaczenia; widziałem takiego "krętliwego derwisza" i to nie jednego, a wielu. Derwisz - to jest ktoś w rodzaju tańczącego zakonnika, dokładniej - wirującego, bo przy pomocy własnych stóp, wokół swojej "osi" w sposób bardzo wymowny, bo jedna ręka uniesiona jest do góry z otwartą dłonią, a druga skierowana w stronę ziemi (załączone zdjęcie). Samo słowo "derwisz" pochodzi z Turcji. To tam kiedyś duchowny i myśliciel, zakonnik Mewlana (XVI) i poeta Rumi uformowali konfederację o charakterze mistycznym. Ten nurt duchowy, związany z tolerancyjną religią islamu, zwany jest s u f i z m e m. Uznają oni jedynego stwórcę, ale uwielbiają go przez adorację systemu gwiezdnego - kosmosu, dlatego wirujący derwisz unosi rękę w stronę kosmosu i przez siebie przekazuje energię na ziemię, w stronę ludzi. W tej konfederacji derwiszy nie wszyscy jednak tańczą, czy się kręcą, bo wymaga to przygotowania i pewnego wieku. Na ogół są to młodzi ludzie, specjalnie do tego przygotowani, wytrenowani już od małego. Jak czytelnik wie, po paru takich obrotach ze względu na zaburzenia cyrkulacji krwi traci się równowagę, "kręci się w głowie", a taki duchowny derwisz kręci się bardzo długo. Derwisz ubrany jest na biało, poza wysoką, stożkową czapką "turecką" wytłoczoną z wielbłądziego filcu. Jego wymowny strój składa się z obcisłych spodni, podobnych do długich kalesonów, na które nakładany jest obcisły kaftan, przechodzący w długą "kloszową" spódniczkę, dochodzącą aż do kostek. W czasie tych szybkich obrotów spódniczka, zaopatrzona w cięższy, specjalny rąb, unosi się do góry, tworząc stożek dochodzący do pasa derwisza i odsłania sprawnie przeskakujące nagie stopy tancerza jedna przed drugą. Obrzędowi towarzyszy grupa muzyczna, a wykonywana muzyka jest powolnym przygotowaniem do duchownej ceremonii. Składa się ona z partii zbiorowo zaśpiewanych, i przejmującej, powolnej muzyki wydobywanej z długiego fletu - trzcinowej fujarki - nazywanej n e y. Jest to instrument związany z sufizmem, bo przypomina on, według poety Rumi- człowieka i jego duszę. Ta martwa trzcina, z której dźwięk się wydobywa, musi być podobne jak grający przedtem przygotowana tzw. oczyszczona przez wypalenie gorącym żelazem w środku. Dopiero wtedy grający człowiek równie przygotowany - "rozpalony" wydobywa z tego martwego instrumentu duchowy dźwięk. Brałem kiedyś udział w tej ceremonii jako widz siedzący na sali, w czasie ich "występów" w paru miastach Francji. Po trwającym chwilę występie muzycznym: śpiewanej przy pomocy, bębna i tego fletu, zbiorowej inwokacji, na scenę weszła powoli grupa jedenastu młodych mężczyzn, prowadzonych przez sędziwego, ale czerstwego przeora. Wszyscy byli ubrani na czarno, poprzykrywani długimi chałatami, aż do ziemi. Na głowach mieli te stożkowe czapki. Ukłonili się wszyscy bardzo nisko, krzyżując ręce na piersiach i po paru minutach zbiorowego ciągłego śpiewu i przyśpieszającego się rytmu muzyki, na znak dany przez przeora stojącego obok, podeszli na środek sceny. Orkiestra jeszcze bardziej przyśpieszyła rytm i wtedy oni - derwisze - zrzucili te chałaty na podłogę i natychmiast zaczęli się kręcić. Wywarło to na widzach niezapomniane wrażenie! Ukazały się białe sylwetki i scena bardzo rozświetliła od wirującej, ciepłej bieli. Miało się wrażenie, że ze sceny, "bije jasna łuna". Każdy z derwiszy miał zamknięte oczy w pochylonej głowie przedłużonej stożkową czapką, co bardzo podkreślało wykonywane obroty, a obracające się również uniesione ręce zakreślały koła i różne spirale. Kręcili się derwisze, wirowali lekko, bez zmęczenia, natchnieni, bez końca. Po dobrych paru minutach stanęli nagle bez żadnych zawrotów głowy, nic. Trwało to krótką chwilę. Orkiestra ciągle grała, a bęben naznaczał rytm przy akompaniamencie czyneli, aż derwisze znowu ruszyli, w tą samą stronę, jak zawsze, od lat od ... wieków, zakon derwiszy wirujących z Konyji czy Instambułu. Gdy na to patrzyłem przypomniał mi się... Ojciec!! I jego d e r w i s z, " aa, to taki derwisz" jak mawiał!! Gdzie mój ojciec mógł to słyszeć? Kto to przywiózł z dalekich podróży, ale możliwych, bo przecież ludzie podróżowali, dla handlu, dla ciekawości świata. Lesko i daleka Turcja, przez Ukrainę, czy Rumunię i Jugosławię. Gdzieś tam jest Odessa, potem cieśnina i jeszcze kawałek świata. Edward Baran P. S. Czy nie nasuwają się Państwu analogie związane z obecną sytuacją w kraju i na świecie? Oczywiście w znaczeniu, jak to pojmował ojciec autora.
|