Jest ostatni dzień października godzina 10.00, jesteśmy pod Połoniną Wetlińską cierpliwie czekamy na przyjazd Przemka i Bartka. Niestety, Mariusz (Payonk) i Damian (Orbitka), nie mogli dojechać. Zapowiada się piękna jesienna pogoda. Wszelkie znaki na niebie wskazują na to, że powinien być słaby wiatr, który umożliwi nam lot ze szczytu. Po 15 min. oczekiwania decydujemy się ruszyć na szczyt. Przemek i Bartek, którzy jadą inną trasą, dogonią nas po drodze. Każdy zarzuca na plecy sprzęt o wadze ok. 30 kg. Nie ma lekko ...czeka nas niezły wysiłek. W składzie: Piotrek, Maciek, Waldek, Mateusz,Kuba i ja ruszamy równym krokiem w kierunku góry. Po drodze spotykamy Łukasza, który chce nam towarzyszyć jako obserwator. Po 30 min. dochodzimy do lasu gdzie jest pierwszy przystanek. W oczekiwaniu na chłopaków - Przemka i Bartka, uzupełniamy płyny skutecznie wciągając "Czerwonego Byka" z nadzieją, że dłużej polatamy :). Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej szlakiem w kierunku szczytu. Mija pierwsza godzina podchodzenia i niektórym już wyraźnie ciężar paralotni daje się we znaki. Ja sam, pomimo że Mateusz z Kubą niesie połowę mojego ekwipunku, ledwo nadążam za resztą. Maciek odczuwa w krzyżu trud wycieczki, a dla odmiany Piotrek prawie biegnie, jakby szedł po prostym.(skąd chłop ma tyle siły -myślę sobie). Podobno był ostatniej nocy na disco w Hoczwi, coś mówił o fajnych dziewczynach- pewnie stąd ta kondycja :) .... OK.!!! Prawie wychodzimy z lasu na połoninę, robimy przerwę. Po chwili dochodzą nas wreszcie Przemek i Bartek. Zmachani siadają na pniu i ocierają pot z czoła. Znowu uzupełniamy płyny i nawet jakieś batoniki się pojawiły. Krótka dyskusja z chłopakami na temat warunków meteo na dzień dzisiejszy szybko motywuje nas do dalszej drogi. Przed nami jeszcze około godziny podchodzenia w stronę miejsca startu na zachód od "Chatki Puchatka". Około godz. 13 00 jesteśmy na ostatniej prostej przed miejscem startu, które jest dokładnie zaplanowane ze względów bezpieczeństwa. W końcu docieramy na miejsce. Zmęczeni okropnie, ale pełni szczęścia i radości bo POGODA jest rewelacyjna!! W końcu się uda nie schodzić piechotą ze szczytu; ostatnio trzy próby skończyły się wycieczką z powrotem ze względu na zbyt silny wiatr, który uniemożliwił start. Siadamy wygodnie na szlaku i możemy wreszcie odetchnąć. Każdy bez słowa podziwia piękne widoki, dzięki zjawisku inwersji widoczność jest tak dobra, że widać Tatry, a to prawie 180 km. Całe Bieszczady jak na dłoni, jest naprawdę pięknie. Obserwując wiatr, który co jakiś czas przybiera na sile, ustalamy czas startu na godz 14 00. Po instrukcjach dotyczących lotu i miejsca lądowania ustalam że jako pierwszy startuje Maciek następnie Piotrek. Jest to dla nich pierwszy lot z takiej wysokości. Do lądowiska ok. 500 m. nawet przy braku noszeń lot będzie trwał ponad 10 min. Na pewno zapamiętają ten dzień na długo. Maciek jest już gotowy do startu. Po chwili wynosi nad głowę skrzydło, dwa kroki i już szybuje nad połoninami powoli oddalając się od miejsca startu. Piotrek długo nie czeka, bezbłędnie startuje alpejką i podąża za Maćkiem za nim Waldek. Unoszące się ciepłe powietrze z nad doliny wynosi ich nad poziom startu. To znak dla nas, że trzeba startować. Bartek i Przemek doskonale znają temat, długo nie czekają. Ja zaraz dołączam po nich. Wszyscy dostajemy się w strumień ciepłego powietrza, które wynosi nas 200 metrów nad górami. Nie spodziewaliśmy się, że o tej porze, będą takie warunki latamy na wysokości 1600 m, a to przecież prawie listopad. Wyrażamy radość spontanicznymi okrzykami, których nie sposób powstrzymać. Jest wspaniale, kolorowe Bieszczady widziane z lotu ptaka... Głowa lata wokoło!! Nie wiadomo gdzie patrzeć. Ciepłe powietrze od nagrzanego słońcem lasu, pozwala nam się unosić przez prawie godzinę. Słońce powoli zachodzi za górami, a tym samym gaśnie termika. Lądujemy pełni wrażeń na wielkiej polanie. Wszyscy są na miejscu cali i szczęśliwi. Maciek, Piotrek, Waldek, Przemek, Bartek i ja. Po lądowaniu zgodnie ustalamy, że trzeba wkrótce to powtórzyć. Składamy sprzęt i wracamy do samochodów. Tam jesteśmy umówieni z Mateuszem i Kubą, którzy schodzą ze szczytu. Niestety muszą poczekać aż ukończą 16 lat, aby mogli polecieć na paralotni. Łukasz zaś zadeklarował chęć nauki latania, ale to chyba już na wiosnę.
|