Spacer sentymentalny ulicami starego Leska - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Spacer sentymentalny ulicami starego Leska


2006-01-03 13:30:02 ostatnio zmieniony: 2006-01-08 10:07:09
Jadwiga Szurlej  


 Z koleżanką nie widziałyśmy się przez długie lata. Po ukończeniu szkoły podstawowej wyjechała z Leska, osiadła gdzieś w dalekim Opolu i tam zapuściła korzenie. Często wracała myślami do miasta swojego dzieciństwa. Na bieżąco, z listów od znajomych, wiedziała co się tu dzieje. Ale co innego słyszeć, a co innego zobaczyć. Przed rokiem spotkałyśmy się przy okazji jej krótkiego pobytu w Lesku. Wybrałyśmy się na spacer uliczkami miasta
Wtedy dopiero uświadomiłam sobie zmiany jakie tu zaszły. Stare Lesko zachowało swój charakter sprzed lat zaledwie w kilku miejscach, m. in. cała ulica Ossolińskich, Kościuszki i fragmenty kilku innych. Nasz spacer zakończyłyśmy w restauracji w Rynku.
Pamiętasz - zagadnęła - w miejscu gdzie teraz siedzimy był zakład fryzjerski, gdzie strzygli się naprzód nasi dziadkowie, ojcowie, a potem babki i matki znalazły swojego fryzjera?
Pamiętam starszego, niewysokiego mężczyznę, który prowadził przed zakładem dyskusje z kolegami, kiedy w zakładzie nie było klientów, pamiętam dochodzący z wnętrza zakładu zapach płynów do układania włosów, pamiętam wreszcie z opowiadania mojej mamy, że w zakładzie jej właściciel  - ciepły, serdeczny człowiek - prowadził ożywiony dyskurs ze swoimi klientkami, że lubiły ten czas, kiedy szły robić trwałą lub strzyc włosy.
Pamiętam, że dla mnie, kilkunastoletniej dziewczynki z długim, czarnym warkoczem, zakład był miejscem tajemniczym, do którego nie mogłam wejść, bo był "dla dorosłych".
Po latach zrozumiałam, że nie było takiej potrzeby, by matka musiała prowadzić mnie do fryzjera, co innego moi bracia - chodzili tam od czasu do czasu poczytując sobie te odwiedziny jako oznakę męskości.
Ten sentymentalny spacer uświadomił mi również, że mimo wielu zmian jakie zaszły w naszym miasteczku, zakład fryzjerski, o którym wspomniała koleżanka istnieje i ma się dobrze. Podczas wspólnej podróży z wnukiem byłego właściciela dowiedziałam się, że zakład istnieje już 80 lat! Choć zakład i jego właściciel przechodzili różne koleje losu, nie zdarzyło się nigdy, nawet podczas nieobecności właściciela, by zakład był zamknięty.
Jednego dnia przestoju, żadnej tabliczki "zakład zamknięty z powodu...", a powodów było wiele - dwie wojny światowe, internowanie właściciela jako żołnierza polskiego w Obozie Sarvar na Węgrzech (22 IX 1939 - 12 VIII 1940). Jak to możliwe? Na każde pytanie istnieje odpowiedź, tylko trzeba jej poszukać. Zacznę od początku, po pierwsze, żeby uświadomić czytelnikom zmiany jakie dokonały się w tej dziedzinie, a po drugie, że dobry rzemieślnik musi być po trochę artystą - posiadać zdolności manualne, plastyczne - po trochę psychologiem i .... kaznodzieją, by zdobyć zaufanie klientów i ich przywiązanie. To sztuka trudna, ale nie niemożliwa, czego dowodzi  niniejszy artykuł.
PIOTR BARTOSIEWICZ - właściciel zakładu fryzjerskiego, bo o nim mowa, pochodził ze Zbaraża. Urodził się w 11 XI 1896 r. i był najmłodszym z pięciorga rodzeństwa. Kiedy miał 5 lat umarli jego rodzice i zabrał go do siebie najstarszy brat Franciszek, który był fryzjerem w Sanoku. Tam się wychowywał i pobierał pierwsze nauki w zawodzie fryzjerskim od 1910 - 1913 roku. Kiedy wybuchła I wojna światowa znalazł się w Armii Polskiej we Włoszech, gdzie przebywał od 1916 - 1920 roku. Po zwolnieniu z wojska wrócił do Sanoka, do zakładu brata.  W 1922 roku zdał egzamin czeladniczy, a w 1933 mistrzowski.
W sąsiedztwie zakładu mieszkała młoda dziewczyna, Janina Stączek, która wpadła mu w oko. Jak to w owych czasach mówili: "chłopak po wojsku, z fachem w ręce, powinien się ożenić".
Wzięli ślub w 1924 roku. Cech w Lesku miał wówczas jedno wolne miejsce dla fryzjera, zaproponowali mu pracę, którą przyjął, bo chciał być na swoim.
Pierwszy zakład był obok kościoła, potem został przeniesiony na obecną ul. Śliżyńskiego, a następnie w miejsce gdzie dziś znajduje się restauracja Ratuszowa. Po kolejnej przeprowadzce mieści się przy ulicy Grunwaldzkiej.
-Jak to było z tą ciągłością  pracy zakładu, nawet podczas nieobecności właściciela? - pytam w zakładzie, dziś nowoczesnym, jak przystało na XXI wiek.
Obecna właścicielka p. Agata Leśniak mówi: Mój dziadek otworzył zakład w Lesku w 1924 roku, był dobrym fachowcem, więc od razu przyjmował uczniów do nauki zawodu, jednym z nich był p. Eugeniusz Wojnarowski z Sanoka, to właśnie on podczas internowania dziadka w czasie wojny opiekował się zakładem i nie pozwolił go zamknąć. A potem dbała o zakład moja mama, dziś jak widać - ja. Dziadek prowadził zakład męski, kiedy przyszedł p. Wojnarowski rozszerzył ofertę dla kobiet i tak już zostało - mama prowadziła zakład damsko - męski i ja też to kontynuuję, tym bardziej, że naszymi wiernymi od lat klientkami są panie ze swoimi mężami, synami i wnukami. Tak, tak - muszę powiedzieć, że w naszym zakładzie robiły pierwsze fryzury babcie, potem ich córki robiły fryzury ślubne, te z kolei przyprowadzały swoje dzieci, a dziś ich wnuki i prawnuki są naszymi klientami. Cztery pokolenia - czyż to nie powód do radości? Dziękujemy im, że byli i są z nami w chwilach dobrych i smutnych. 
Klientka I, od 40 lat korzysta z usług  tego zakładu, powiedziała: Jestem przywiązana do zakładu, dobrze się tam czuję, jest miła atmosfera. Pamiętam zakład z lat 60-tych, kiedy żył jego założyciel. Starszy pan grał z klientkami w karty, dyskutował o sprawach dnia codziennego, tworzył kameralny nastrój, a klientkom szybko mijał czas oczekiwania.
Klientka II, najstarsza klientka p. Heleny: kiedy byłam w liceum, zaczęłam jeździć do fryzjera do Sanoka. W tym czasie rozpoczęła tam praktykę p. Helena. W miarę zdobywania przez nią doświadczenia w zawodzie, stałam się jej klientką. Kiedy przyszła do Leska, byłam pierwszą osobą, która siedziała na jej fotelu. Obserwowałam jak zakład szybko wprowadzał nowości w tej dziedzinie. Po powrocie z USA, gdzie chodziłam do różnych fryzjerów, widziałam, że ten zakład wcale od nich nie odbiega ani standardem wyposażenia ani fachowością, wręcz był bardziej przyjazny dla klientów.                  
Ale po kolei.
Pan Wojnarowski otworzył swój zakład w Sanoku w 1954 roku i prowadził go wraz z żoną Marią przy ul. Kościuszki. Od 1 stycznia 1955 roku rozpoczęła u niego pracę młoda uczennica Helena Glazer, która w grudniu 1960 roku, po zaliczeniu praktyk w Sanoku podjęła pracę w zakładzie w Lesku, a 1961 roku została synową p. Piotra Bartosiewicza  - żoną jego najmłodszego syna Jerzego (starsza była córka Stanisława i syn Andrzej).   (...) ?
Pan Piotr, pierwszy właściciel zakładu, po przekazaniu go synowej, codziennie witał klientów prawie do końca swojego życia. Zmarł 25 XII 1970 roku.
Synowa - Helena Bartosiewicz - egzamin mistrzowski zdała w 1964 r., a w 1967 r. przejęła prowadzenie zakładu od teścia. Przez lata swojej pracy wykształciła 30 uczniów, którzy dziś pracują nawet w USA i Kanadzie. Była instruktorem zawodu dla młodych adeptów fryzjerstwa w kilku miastach województwa rzeszowskiego. Brała  udział w wielu konkursach krajowych i międzynarodowych, największy sukces odniosła w 1985 roku na Mistrzostwach Polski we Wrocławiu, gdzie zajęła II miejsce, była członkiem wielu komisji sędziowskich na konkursach młodzieżowych. Dzięki uprawianemu zawodowi wyjeżdżała ma międzynarodowe pokazy do Moskwy, Pragi i Berlina.
Pani Heleno, na przestrzeni tych 80 lat zakład przechodził kolejne metamorfozy, proszę pokrótce o nich powiedzieć.
-Kiedy mój teść zaczynał pracować w zawodzie największą grupę klientów stanowili mężczyźni.  Powoli dla kobiet wprowadzono tzw. uczesanie żelazkowe, potem weszła do użytku tzw. trwała wodna, następnie parowa i kompresora. W latach późniejszych  trwała nylonowa (na zimno), i po kolei - pianowa, ziołowa, kwaśna... Teraz dominuje stiling.
Bardzo zmieniły się techniki strzyżenia, farbowania i kształty fryzur. Do użytku weszło mnóstwo nowych przedmiotów. Kiedyś szczytem techniki w zakładzie były: brzytwa, falówki, lokówki, nożyczki i grzebień, teraz nie sposób wymienić wszystkiego, ale wymienię pierwsze z brzegu: szczotki, sauny, klimazony, suszarki hełmowe, prostownice, krepownice, wspaniałe kosmetyki do włosów, płyny i farby dają cudowne efekty i są ... pachnące.
W latach sześćdziesiątych rozpoczęły się szkolenia, bo rosły wymagania klientów, a przede wszystkim fryzjerzy musieli szybko iść z postępem. Dziś uczniowie mają możliwość dokształcać się na różnych szkoleniach, pokazach, biorą udział w konkursach młodzieżowych.
Nabierają pewności siebie.
Od 1987 roku tradycję rodzinną postanowiła kontynuować córka p. Heleny - Agata. W 1989 r. została czeladnikiem w zawodzie, a w 1993 r., uzyskała uprawnienia mistrzowskie. Od stycznia 1997 roku przejęła po matce zakład. Wykształciła 10 uczniów. Jest członkiem Komisji Branżowej przy Izbie Rzemieślniczej, bierze udział w pracach jury konkursów młodzieżowych, uczestniczyła w Mistrzostwach Polski, m. in. w Gdańsku, gdzie zajęła 7 miejsce. Szczególnie w tym zawodzie, kto nie idzie z postępem, ten się cofa.  
Syn p. Heleny  Bartłomiej odszedł od profesji dziadka w zupełnie inną dziedzinę. Mieszka i pracuje w Rzeszowie, choć nie zrywa więzi z Leskiem. Ma trzech synów. A co łączy jego dzieci z ich pradziadkiem? Najstarszy syn ma po nim na imię Piotr.
Pamięć zostanie, bo ta jest święta.
 
Refleksja autorki. Jest prawdą, że na nasze dobre samopoczucie największy wpływ mają czterej rzemieślnicy: fryzjer, krawiec, szewc i ... ksiądz, więc każdy musi być najlepszy w tym co robi, bo inaczej straci klientów. Nie inaczej jest w zakładzie "Aga" w Lesku.  



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 2