Telewizja na kawie w Lesku W ostatni czwartek 29 grudnia ubr. zagościła w Lesku Telewizja Śniadaniowa. W programie red. Anna Pawłowska
i red. Jerzy Kisielewski mówili o gospodarstwach agroturystycznych,
wyciągach na Huzelach, szybownictwie na Bezmiechowej, festiwalu muzyki
country, tradycjach i współczesności, projekcie pn. "Zielony rower",
Stowarzyszeniu "Nasza Szansa". Zaprezentowano piekarnię rodzinną p.
Szelców, Firmę "Talens" i wydawnictwo Bosz,, historię Leska i okolic.
Zatańczył "Fox". Promowano jeździectwo i sporty ekstremalne. Nie
zabrakło obu burmistrzów. Całość wyszła ciekawie i nareszcie miała coś
wspólnego z promocją miasta Mimo wczesnych godzin porannych -
to czas nadawania audycji, odzew po programie był szeroki. Dzwonili
ludzie z Polski i przyjaciele z Houston (gdzie program zobaczyli na TV
Polonia). Mieszkańcy Leska odetchnęli z ulgą - nareszcie o nas, takich
jakimi jesteśmy i jakie jest Lesko. To, że Lesko zostało pokazane,
tak jak na to zasługuje zawdzięczamy Alicji Wosik, dziennikarce TVP
Rzeszów, która zna bardzo dobrze te tereny i ich mieszkańców, więc bez
trudu zorganizowała takich gości programu, którzy przedstawili Lesko w
należytym świetle. Zresztą o pomyśle zlecenia telewizjom regionalnym,
zamiast Firmie Endemol nadzoru nad projektem, pisaliśmy w Echu, kiedy
jeszcze program ukazywał się. Szkoda, że tak późno pomysł okazał się
trafiony. Telewizyjne podchody W
listopadzie ubiegłego roku zadzwoniła do redakcji Echa Urszula Rybak
współpracująca z firmą Endemol podczas kręcenia Miasta Marzeń.
Zapowiedziała, że już nic wspólnego nie ma z firmą, wróciła do swoich
obowiązków w TVP- 1, w dziale publicystycznym. Spytała czy porozmawiam
z jej szefem Bartoszem Skibą, by przekonać się jak Miasto Marzeń
zmieniło życie mieszkańców? Zgodziłam się. Na spotkaniu powtórzyłam to,
co pisaliśmy w "Echu Bieszczadów" o niepokojącym wizerunku jaki
kreowali o mieście twórcy programu. Zgodnie z informacjami jakie
docierały do redakcji, efekty programu były mizerne, turystów jakoś nie
przybyło, inwestorów tym bardziej. Sonda, którą przeprowadziliśmy na
ulicach Leska przyniosła miażdżące słowa krytyki. - To antyreklama
Leska, nudny program, pokazują najsłabsze punkty Leska, o ile go
pokazują, bo czas antenowy raczej jest rozdzielony między Teleśnicę a
Czaplinek - mówili oburzeni mieszkańcy. Niektórzy bohaterowie, jeden po
drugim nie chcieli się identyfikować z programem. To też powiedziałam
Bartoszowi Skibie z Redakcji Publicystyki i Widowisk Społecznych, który
przyjechał osobiście porozmawiać z mieszkańcami. Powtórzyłam wszystkie
zarzuty, które przynosili do redakcji oburzeni mieszkańcy i ci co
kiedyś z Leska wyemigrowali, ale ciągle się z naszym miasteczkiem
identyfikują. - Tak, tak, ale proszę powiedzieć o dobrych stronach
programu. Z pewnością jakieś są! Ja nie znalazłam. Pan Bartosz pytał
dalej. Obiecał dać znać co z finałem, bo powiedziałam, że wielu ludziom
brakuje chociażby dwóch słów wyjaśnienia, przysłowiowej kropki nad "i". Porażka zwana sukcesem W
centrum prasowym TVP -ukazała się 28.12. o godzinie 17.08 notatka -
(...)"Miasto marzeń" spełniło swój cel. Emitowany od marca do początku
września w TVP-1. Program "Miasto marzeń" okazał się dość
kontrowersyjny i miał mniejszą widownię niż się spodziewano. Jednak w
opinii Redakcji Publicystyki i Widowisk Społecznych TVP-1 program
przyczynił się do wielu pozytywnych zmian w Lesku i Czaplinku.(...) Indywidualne sukcesy W
Lesku bohaterowie Paweł Stefański (otworzył sklep z militariami), Józef
Ogarek (otrzymał pracę poprzez internet w MASTERLINK'u), Dariusz Prorok
(otrzymał zapomogę i otworzył sklep) i Krzysztof Bros (najbardziej
kontrowersyjna postać projektu) zawdzięczają programowi Jedynki odmianę
swojego losu. Sami dostali pracę i chcą tworzyć miejsca pracy dla
innych, stali się otwarci na pomoc drugiemu. W Czaplinku bohaterowie
Sławek Kucharski (fryzjer), Alina Karolewicz (nauczycielka, pasjonuje
się kulturą pogranicza) i Marika (nastolatka, która chciała zostać
modelką) odkryli, że ich pasje zawodowe i życiowe można rozwijać.
Program otworzył im oczy na świat, stali się liderami we własnym
otoczeniu. Bartosz Skiba z Redakcji Publicystyki i Widowisk Społecznych Programu-1 podkreśla: Zmiana wizerunku miast -W
Lesku dokonują się przeobrażenia, które przed rozpoczęciem "Miasta
marzeń" były trudne do wyobrażenia. Jeszcze rok temu tematem tabu były
kwestie polsko-ukraińsko-żydowskie. Dziś po roku miasto uważa, że to
jest ich szansa. To w Lesku i okolicach można poznać te kultury,
świadectwa historii są widocznie wszędzie. Burmistrz przyznał, że przez
cały czas emisji programu w urzędzie miasta zastanawiano się, co
takiego wyróżnia Lesko. Doszli do wniosku, że wielokulturowość tych
terenów. Lesko w trakcie "Miasta marzeń" opracowało i
otrzymało pomoc z funduszy unijnych w wysokości 2,5 miliona euro (10
mln zł). Budżet miasta to 17 mln zł. (...) TVP-1 będzie w swoich
programach powracała do sprawy budowy domu dla Agnieszki, a także losów
innych bohaterów "Miasta marzeń". M.in. problemy te zostaną poruszone w
dwóch wydaniach programu "Kawa czy herbata" (29 grudnia z Leska, a 30
grudnia z Czaplinka).* Miasto zyskało podczas emisji 2.5
miliona Euro? Czy mówimy o pieniądzach na kanalizację zagwarantowanych
Gminie Lesko w memorandum podpisanym 16 lipca 2003 roku? O mieście
marzeń jeszcze nikt nie śnił! To zadziwiające jak jedną kwotą można
"obracać" (o mały włos jeszcze części nie stracić), przez dwa lata i
ciągle ją nowo zdobywać, nawet jeździć po nią do samej Brukseli!
(Ostatnia transza, która została po dwóch przetargach).
i po herbacie... Wielkim
zaskoczeniem jest wypowiedź burmistrza Leska dla "Nowin" z dnia
28.12.,w których Krzysztof Potaczała odnotował: (...) Nie wszyscy muszą
płacić za promocję w publicznej telewizji. Leski magistrat nie zapłaci
ani złotówki za emisję programu "Kawa czy herbata"
(...).Wcześniej inne samorządy musiały wykładać grube pieniądze na taką
promocję w TV. Włodarzom Leska udało się nakłonić TVP, by nakręciła audycję bez finansowego wsparcia samorządu. W jaki sposób? -Program,
który ma być u nas zrealizowany to pokłosie współpracy z telewizją przy
telenoweli "Miasto marzeń" - tłumaczy burmistrz Robert Petka. - Nasze
wzajemne relacje są na tyle dobre, że TVP nie zażądała od nas pieniędzy
za emisję "Kawy czy herbaty". To wszystko.(...) Zdaniem Petki, Lesko
otrzymuje kolejną szansę zaistnienia w świadomości ludzi w całej
Polsce. -Będziemy chcieli pokazać wszystko to, co może zachęcić
turystów do odwiedzenia Bieszczadów - mówi. - Przy okazji obalimy
krzywdzące stereotypy, że Bieszczady są zacofane, drogi zimą zasypane,
a pod drzwiami domów wyją wilki. To prawda, że przed rokiem TVP
zarządzała od władz Ustrzyk Dolnych 25 tys. zł za podobną dwugodzinną
audycję. Tyle samo lub więcej płaciły inne miasta, mimo, że zgodnie z
misją telewizji publicznej (pobierany od odbiorców abonament) TVP nie
powinna wyciągnąć z gminnych budżetów ani złotówki. Ale przecież dzień
wcześniej na swoich stronach internetowych poinformowała o swoich
zamiarach kręcenia programu jako pomysł na podsumowanie MM (jaka
szkoda, że pisząca te słowa dowiedziała się o tym po fakcie). No i
stało się, audycja "Kawa czy herbata" 29 XII dotarła ludzi ciekawych,
którzy od lat tu żyją i pracują. Brawo! Na dodatek nasi włodarze
wypadli w TV tak korzystnie, że po programie dostali mnóstwo nowych
propozycji pracy... ponoć nawet z Hollywood. Mamy nadzieję, że z nich
skorzystają! Wyjadą i zaczną robić prawdziwą karierę. Czego im z całego
serca życzymy. Fakty i mity Ewa z
Myczkowiec do dziś ma problemy z mieszkańcami wsi, na dzień dzisiejszy
sprawa już w ludzkiej pamięci przyschła, więc nie chcemy jej znowu
rozgrzebywać. Inni bohaterowie przemykają chyłkiem. Ale pokusiliśmy się
o przegląd prasy. I to jak od marca do końca roku pojawiały się kolejne
wzmianki. Miasto marzeń bez światła jupiterów Wszyscy
wysyłali SMS-y. Na fali początkowego entuzjazmu - mieszkańcy miasta
wysyłali setki SMS-ów. Niektórzy po kilka lub kilkanaście. I co z tą
kasą? O tym już nikt słowa nie powiedział. Nikt nie chce o tym
wiedzieć? Czy nie było problemu? - bo przecież jak usłyszałam od
pracowników TVP - To naprawdę śmieszne pieniądze jak na tego typu
przedsięwzięcie. Program, w który lekką rączką wydano 7 mln zł,
zyskał oglądalność na poziomie zaledwie 1,5 mln widzów. Gmina Lesko na
realizację programu wydała około 10 tys. zł. Dla mieszkańców Leska to
nie są małe pieniądze. W mieście, gdzie bezrobocie sięga 30%, a średnia
pensja to 1000 zł na rękę to trudno mówić, że 7 milionów to "śmieszne".
To boli. Nawet dużo cukru do kawy i herbaty... ...nie
osłodzi mieszkańcom obu miast tego, że w programie MM zabawiono się
kosztem ich wizerunku. Jeszcze na długo gorzki smak w ustach
pozostanie. Zadziwiające są dwie rzeczy. Pierwsza, że TVP sugeruje, że
to PO PROGRAMIE Miasto Marzeń tak się ludzie uaktywnili i tak jest w
Lesku (lub w Czaplinku) - wspaniale! TV łączy dwa obrazki - marazm i
smutek MM i energicznych ludzi z "Kawy czy Herbaty"! To nadużycie -
aktywni mieszkańcy byli tu zawsze. Co prawda nie mogę mówić za
Czaplinek, ale za Lesko jak najbardziej. Przekłamaniem jest natomiast
przypisywanie sobie za to jakichkolwiek zasług!!! Tym bardziej, że na
spotkaniu organizacyjnym przed programem śniadaniowym, nikt z ekipy nie
powiedział uczciwie o tym, że będzie to jednak próba podsumowania "MM".
Raczej była mowa, że organizatorzy nie chcą, by te dwa przedsięwzięcia
łączono (sic!), że ekipa "Kawy" odcina się od "MM". Sama byłam
zaskoczona, oglądając w domu całość nagranego programu, że wszystkie
materiały miedzy wystąpieniami na żywo były... z MM! Żądajmy odszkodowania! TVP
z Endemol Neovision powinna wszystkim mieszkańcom Leska wypłacić
odszkodowanie, za pokazanie naszej rzeczywistości w krzywym zwierciadle
kamer w telenoweli MM! Zbiorowy pozew o naruszenie wizerunku osobistego
mieszkańców powinien być pokłosiem tego, co beztrosko zrobili
"specjaliści" od reality show. I za to, że jeszcze "wisi" w Internecie
strona: http://www.miastomarzen.pl,
na której gorzką ironią trąci tekst o "największym projekcie w historii
telewizji". (...)Wielki finał. Po setkach godzin obecności na
ekranach telewizorów bohaterowie programu staną się bliscy widzom. Dla
obu miast miesiące uczestniczenia w tym telewizyjnym mega-projekcie
będzie punktem zwrotnym. To co przez ten czas uda się osiągnąć
pozostanie i w mieście i w świadomości mieszkańców. Realne zmiany na
lepsze, tak potrzebne Polsce wkraczającej do wspólnej Europy. Co
ważne - pokażemy, że zmiany to proces ciągły, że nie można osiągnąć
sukcesu w ciągu jednego dnia, że trzeba na niego - tak jak nasze miasta
- pracować bez przerwy. Postawa taka stworzy także nową jakość w
produkcji telewizyjnej - oto telewizja nie będzie tylko epizodycznym
komentatorem wydarzeń, ale trwale włączy się w proces budowania lepszej
przyszłości. Na koniec trwania programu, w trakcie specjalnego,
interaktywnego koncertu poddamy ocenie postawy, działania, osiągnięcia
naszych zbiorowych bohaterów, sprawdzimy, kto osiągnął więcej, kto
włożył w przekształcenie swojego miasta więcej serca. Najpierw poznamy
zdanie naszych ekspertów i specjalnego jury, a następnie - w olbrzymim
SMS-owym głosowaniu widzów z całej Polski - wybierzemy miasto, które od
tej chwili będzie mogło posługiwać się zaszczytnym tytułem "Miasta
marzeń". Ale to nie wszystko - konkurs na "Miasto Marzeń", który
wejdzie na stałe do świadomości społeczeństwa - może zostać
zorganizowany również w kolejnych latach, a tytuł "Miasta Marzeń"
stanie się cennym trofeum. Nawet dziecko wie Nie wyszło i nawet dziecko wie, że jeśli popełni się błąd - najlepiej jest się po prostu do niego PRZYZNAĆ. Władze
TVP nie - idą w zaparte. Co w związku z tym? Jak pisze Tomasz Sygut w
"Przeglądzie" z 13 listopada 2005 w artykule "Uniki Dworaka". (...)Zły
prognostyk na przyszłość. (...) Do ogólnej sytuacji w TVP dochodzi też
sprawa wizerunku stacji. Według ocen ekspertów, TVP pracuje na
"wyciśnięcie wyników oglądalności", aby zapewnić jak największy dopływ
reklam. (...) Zarząd będzie musiał też wytłumaczyć się
przedstawicielom związków z nietrafionych programów, Związkowcy do dziś
nie otrzymali odpowiedzi dlaczego bezmyślnie wyrzucono w błoto kilka
milionów złotych na produkcję "Miasta marzeń". Po emisji "Kawy czy herbaty" mieszkanka Leska powiedziała nam: -Oglądałam
program i byłam pełna podziwu dla jego twórców, że w tak krótkim czasie
potrafili pokazać wszechstronnie walor Leska i zalety jego mieszkańców.
Taka reklama dla Leska była bardzo wskazana po poprzednim programie
"Miasto Marzeń". Teraz dopiero okazało się, że mamy się czym pochwalić.
Jednak można pokazać dobre strony miasta - mówi Anna Sokołowska. Jak
widać znowu daliśmy się wciągnąć w telewizyjną machinę manipulacji.
Zatańczyliśmy jak nam zagrano. Potrzebowano nas do udowodnienia tezy
"Miasto marzeń spełniło swój cel". Wypiliśmy "Kawę i herbatę"
godnie. Optymiści mówią, lepsze to niż nic. Pokazaliśmy jacy jesteśmy i
byliśmy. Bez kompleksów. Ze swoimi sukcesami możemy śmiało pokazać się.
Mamy pomysły, mamy wiarę we własne siły, mamy swoje miasto - na jakie
zapracowaliśmy sami. Bez kamer. *http://ww6.tvp.pl/3570,20051228284428.strona
|