Czas napisać - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Czas napisać


2006-02-28 14:03:11 ostatnio zmieniony: 2006-02-28 14:03:11
Joanna Szurlej  


Jak to się zaczęło
Nastał nam kolejny rok. Odliczając go wydaniami Echa. To już 6 rok od czasu wydania pierwszego numeru. Pamiętam jak dziś. Przepychanki powiatowe, równie zimny jak obecnie luty. Po co gazeta zadawaliśmy sami sobie to pytanie. I sami wam i sobie odpowiadaliśmy: (...) Po to, żeby obywatel wiedział, co się w gminie dzieje, co się dzieje w mieście, czym się zajmuje zarząd miasta, gminy, powiatu.(...) W gazetach informuje się o zgonach i urodzinach, o zawartych ślubach i jubileuszowych godach, a cóż dopiero mówić o przetargach, nowych inwestycjach, zamierzeniach i tym itp. (...)
Osoby, które podejmują się pełnienia funkcji publicznych muszą mieć świadomość, że informacja nie jest własnością władz, lecz obywateli. W porę, dobrze podana informacja, może sprzyjać temu, byśmy brali udział w rządzeniu, w podejmowaniu decyzji, w sprawowaniu kontroli społecznej nad wszystkim, co się na naszych ulicach i przysiółkach dzieje.
Jest o czym pisać

Na dowód w jubileuszowym 50 numerze pokusiliśmy się o pierwsze podsumowanie. W maju 2004 redaktor naczelna Jadwiga Szurlej pisała: (...) Stworzyłam gazetę, jak niektórzy określają, familijną, bo tylko na taką stać zespół, który współpracuje z redakcją. Nie dysponujemy środkami, jakie mają do dyspozycji sąsiednie gazety (70 tys. i 100 tys. na rok) więc  są to laurki na część.
Tym państwu już dziękujemy

Wiele sukcesów i wiele trudnych momentów. Najtrudniejszy to moment zamknięcia etapu Pracowni Dokumentacji Dziejów Leska, przy Bieszczadzkim Domu Kultury. Powód oficjalny - skończył się program. Zespół redakcyjny usłyszał od wiceburmistrza Wermińskiego, że gazeta w tej formie i składzie redakcyjnym jest niepożądana. Najlepiej byśmy przekazali kontakty, tytuł gazety i resztę pomysłów NOWYM, bo będzie w mieście gazeta z prawdziwego zdarzenia. Wydawana oczywiście przez urząd. Będzie obiektywna, niezależna, kolorowa, aktualna i ... tańsza od obecnej...
-Proszę mi pokazać gazetę w której na skromnym etacie jest jedna tylko osoba - zapytała naczelna. Będzie tańsza i już upierał się przy swoim burmistrz. - Kiedy powstanie nowa gazeta miasta? - pytał z właściwą sobie skrupulatnością Jakub Demel. - Wkrótce - usłyszał. Do dziś pyta. Gazety jak nie było tak nie ma. Mało tego, nie ma jakiejkolwiek polityki informacyjnej w mieście. - Nie będę Wam odpowiadał, szkoda mi czasu, bo i tak nie jesteście obiektywni, nic dobrego i tak nie napiszecie - powiedział wysoko ustawiony w hierarchii urzędnik.
I tak koło się zamyka. Może jednak warto się przekonać? Gdyby nie my nikt o tym małym miasteczku nie pisałby co miesiąc 16 bitych stron, ot najwyżej mała notka tu czy tam, zwłaszcza gdy dzieje się coś w miarę sensacyjnego -dziura w moście, przekręt w urzędzie. Ot i wszystko!


Przed nami okrągła rocznica i 70 numer

Mamy swoją filozofię na Echo Bieszczadów. Komu mogę ją powtarzam. - jeśli napisze do nas hodowca kaktusów i opisze jak on te kaktusy pielęgnuje, to my mu udostępnimy miejsce w gazecie. Z dwóch powodów - bo w czasach wtórnego analfabetyzmu, który brzmi: "nie umiem niczego napisać", jeśli ktoś potrafi składnie opisać swoją pasję, to należy to promować, po drugie jeśli on napisze o kaktusach to może przeczyta to inny pasjonat kaktusów (znowu kłania się wysiłek włożony w czytanie! bo niektórym to również sprawia ból), to obaj zyskają. Może się zaprzyjaźnią, może do siebie napiszą, wymienią się doświadczeniami, poglądami. Włożą wysiłek w pielęgnowanie, już tym razem nie tyle kaktusów co normalnych więzi międzyludzkich. I tu docieramy do sedna naszej filozofii na Echo. To ma być gazeta o nas samych, o tobie, o sąsiedzie, który był wspaniałym pedagogiem, czy pani Helenie, która przepracowała uczciwie 30 lat...
Gdyby to ode mnie zależało byłaby to gazeta samych dobrych wiadomości. Wiem, wiem najlepiej sprzedaje się sensacja, kasa i seks - kot wywirowany w pralce, syn który zabił matkę i polityk, który zdefraudował kasę. Nakład się sprzeda. Hura! Ale takich gazet jest na pęczki. Na rozłażącym się w ręku tanim papierze, ociekające krwią  okładki, kipiące tragediami pań Irenek i Zoś. Echo ma wypełnić niszę. Niszę na nas samych. O tym co jest zbyt lokalne dla gazet regionalnych nawet. Mały koncert w wiejskiej świetlicy czy uroczyste otwarcie szkoły, jasełka czy dzień babci i dziadka. To wszystko co składa się na nasze życie w małej społeczności.

Redakcja bez etatu

W obecnych czasach każdy marzy o stabilnej, dobrze płatnej pracy, najlepiej na etacie. Za 800 złotych to ja z łóżka wstawał nie będę - usłyszałam jak mówi jeden krzepki młodzian przed leskim Ratuszem. A w naszej redakcji wszyscy piszą na 0 złotych i bez etatu. Od sierpnia ubiegłego roku nikt nie pracuje w redakcji na etacie, nie płacimy wierszówek i zleceń. Za to sami opłacamy telefony, pomieszczenie, dojazdy na miejsce imprezy, druk kolejnego numeru, ZUS za działalność i podatki. Nie finansuje nas żaden urząd, firma czy inna instytucja. Każda dodatkowa reklama jest przeznaczana do wyżej wymienione opłaty. Jest firma, a praktycznie prowadzimy działalność społeczną. Spyta ktoś dlaczego? Dlatego, że mamy swoją filozofię. To kolejna odsłona projektu jakim jest Echo.
Zrobiło się bardzo ciężko i może niektórzy już boją się czytać dalej. Spokojnie. Będzie lepiej. Nie będziemy narzekać. Bo my budujemy... i tu czas na anegdotę...
Dwóch murarzy kładło cegły na budowie. Jeden z mężczyzn był w złym humorze, podczas gdy drugi pogwizdywał z uśmiechem przy pracy. Zaciekawiony przechodzień podszedł do pierwszego i zapytał co ten robi. Mężczyzna odpowiedział ponuro: Nie widzisz, kładę cegły. Przechodzień podszedł do drugiego murarza i zapytał o to samo: Co robisz? Mężczyzna nie przerywając pracy odpowiedział: Nie widzisz? Buduję Katedrę!
Naszą ciężką pracą budujemy katedrę naszej małej społeczności. Radości z jubileuszy, pociechy z dzieci, sukcesów uczniów i rocznic ważnych dla miasta. Docieramy do Chicago, Berlina, Wiednia, Rzymu, Toronto i Warszawy. Ludzie, którzy tęsknią za Leskiem piszą pełne wdzięczności listy. Gościmy w kilku bibliotekach, gdzie mamy grono stałych czytelników, mamy nawet miejsca w domowych biblioteczkach. To jest nasza katedra. Dlatego papier, na którym drukujemy nie rozłazi się w placach, mamy nadzieję, że przetrwa i sto lat. Dlatego właśnie powstaje gazeta.

Nie umiem pisać!

Nie umiem pisać - mówi pan inżynier i pani magister. Nie umieją też lekarze, nauczyciele i urzędnicy. Pytam czy nie ukończyli poczciwej ośmioklasowej szkoły podstawowej. Słyszę - tak ale... - nie umieją... A wystarczy tylko odpowiedzieć na kilka prostych pytań: co się stało? gdzie? kiedy? kto? jak? dlaczego? co z tego wynika? Notatka gotowa. Wiem, wiem nie każdy rodzi się dziennikarzem. Toteż nie wymagam dziennikarstwa śledczego, czy artykułu. O nie. Wystarczy krótki tekst. Ot i cała filozofia. Dochodzi jeszcze odpowiedzialność za słowo, a co poniektórzy zasłaniają się skromnością. A kto Was pochwali jeśli nie wy sami? Co za dziwny kraj ta Polska, nikt nic nie potrafi, wszyscy się wstydzą tego co robią, najlepiej siedzieć w kacie i nie oddychać. Bo jak już ktoś zobaczy, że robimy coś dobrego, to na pewno podłożą nam świnię i zakopią w dołku i postawią tabliczkę - tu leży frajer, który nie pił, nie kradł i nie kłamał, ale wierzył w siebie i robił w swoje.

Bezinteresowność podejrzana

W tym kraju wszyscy wszystkich podejrzewają o złe intencje. Dobroczynność jest podejrzana, za filantropię jeszcze można pójść siedzieć. Zaufanie do siebie? Skąd. Wszyscy kradną. Kryzys jeszcze gorszy niż w osiemdziesiątych latach, bo tam coś dało się wydrzeć na kartki. Teraz trudniej bo uczciwości i zaufania na kartki nie dają. A szkoda. Byłoby choć odrobinę na dobry początek. I w takich oto czasach wydajemy małą lokalna gazetę. Nas też podejrzewają o wszystko. Jak napiszemy o kimś dobrze - to pewnie nam zapłacił i ma układy, jak napiszemy o kimś źle - o to pewnie prywatna wendetta. Nic nie napiszemy... to się i tak jeden z drugim obrazi. Aż się odechciewa wstawać po kolejnym wydaniu.
Dlaczego mamy takie dylematy jakich wydawca mieć nie powinien, ano to Polska właśnie! Zapisy ustawowe - zapisami, a wszyscy swoje wiedzą. I nie ma przebacz. Dziennikarz z regionalnej czy ogólnopolskiej gazety przyjedzie w te "dzikie" Bieszczady po materiał, za który ma nadzieję dostać godziwą zapłatę. Im bardziej sensacyjny przywiezie materiał tym większa szansa, że mu tekst w rankingu ważności podskoczy. Dostanie kasę i rzuci się na następny temat. Nikt go po pysku nie natrzaska za to, że przeinaczył jakieś fakty, czy tak pokazał bohaterów artykułu, by było barwniej - choć nie do końca tak jak się ów "bohater" spodziewał. Kto będzie płakał nad rozlanym mlekiem? Inaczej jest u nas. Tu każdy z opisywanych może nas znów spotkać oko w oko - i powie co on sobie myśli. Odzew po "Skali Tomali" czasami nas samych zaskakuje. A dlaczego nam - 1000? Jak innym tylko - 100 - pytają oburzeni. Przecież to nie worek śmieci tylko dwa worki, a tam nie tona żużlu tylko pół - ktoś się święcie obrusza. Echo jest gazetą żywą. Chodzi przecież o to, by każdy miał tam prawo się wypowiedzieć na piśmie. Niech zostanie dla potomnych i niech wyślą dzieciom w Stanach.

My nie gęsi!

Nikt nie jest prorokiem we własnym domu. To już wiemy. Nie czekamy na uściski dłoni i etaty. Wystarczy nam wierne grono czytelników, którzy rozumieją w jakich warunkach i jakim nakładem pracy wydajemy nasza lokalną gazetę. Szczytem szczęścia zaś jest to, że włącza się w jej powstawanie. Tak jak zrobiła to młodzież z "żyłki reportera" czy ludzie, którzy polubili do nas pisać cyklicznie, jak Roman, Jan, Jakub czy Grzegorz. To jest dla nas wystarczająca satysfakcją.
Truizmy i banialuki, że ktoś może się obruszyć, a ja tam powiem im tak: - ja mam odwagę napisać i jeszcze się pod tym podpisać. Istniejemy, bo mamy odwagę. Nasi zagorzali przeciwnicy, mimo że mają kasę, władzę i moc decyzyjną jedno pismo tworzą często kolektywnie, najlepiej jeszcze jak oni dyktują, a jakaś ofiara pisze, bo oni co najwyżej mogą wstawić przecinki. Dlatego wierzę, że przyszłość jawi się dla lokalnej prasy jasna. Wystarczy tylko z odwagą podnieść głowę.
 
Prezent urodzinowy
Co będzie najpiękniejszym prezentem? Wcale nie kwiaty i dyplomy, a nawet nie uścisk dłoni. Wystarczy, że napiszecie do nas. O występie, o kaktusach, o dziurze w chodniku. To będzie to co ucieszy sąsiada, wujka Władka i Was samych. 

 



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 3