Ze statystyki Grupy Bieszczadzkiej (interwencje narciarskie): 2001 - 28, 2002 - 36, 2003- 86, 2004 - 136, 2005 - 240, styczeń 2006 - 90!!
Wiązania narciarskie - czy zawsze bezpieczne? Tekst przeznaczony dla tych, którzy chcą mieć całe nogi
Każdej zimy na stokach przy wyciągach narciarskich pełnią dyżury ratownicy GOPRu. Ich rola jest oczywista - udzielić jak najszybszej pomocy osobom kontuzjowanym podczas jazdy na nartach lub desce i przekazać poszkodowanych pod opiekę lekarza. Pod koniec sezonu zimowego liczba interwencji na stokach w naszym rejonie jest sumowana i stanowi element składowy łącznej liczby wypadków narciarskich w Polsce. Nasz region to kilkaset a cała Polska to tysiące urazów rocznie. Największą grupę stanowią oczywiście kontuzje nóg a przede wszystkim kolan. Oczywista prawda jeśli zwrócimy uwagę na to, że najsłabszym elementem konstrukcji, którą stanowi noga w wysokim, skorupowym bucie jest właśnie kolano. Od wielu lat wiązania łączące but z nartą mają konstrukcję bezpiecznikową czyli powinny zapewnić wypięcie się narty w momencie wystąpienia siły nienormalnie dużej. Taka siła nie występuje podczas jazdy tylko podczas niekontrolowanego upadku. Doszliśmy do sedna tematu. Czy zawsze wiązania zareagują tak jak byśmy chcieli? Gdyby tak było, z liczby corocznych interwencji moglibyśmy skreślić ostatnie dwa zera. Wiązanie (obojętnie jakiej firmy i za jaką cenę) jest zawsze konstrukcją - dzięki swej prostocie - niezawodną pod warunkiem, że zostało prawidłowo wyregulowane pod względem siły wypięcia. Kto reguluje takie wiązania? Serwisant w sklepie, właściciel nart, instruktor na stoku, właściciel wypożyczalni. Zazwyczaj oni to robią i właśnie do nich adresowany jest ten tekst. Z praktyki ratowników widać jak źle ustawiona bywa siła wypięcia w wiązaniach nart nieszczęsnych połamańców. Szczególnie wyraźnie zaznacza się to w przypadku osób początkujących, które często korzystają z nart wypożyczonych. Jeśli pozwala na to czas i sytuacja staram się przynajmniej rzucić okiem na wiązania poszkodowanego, któremu udzielam pomocy. Zazwyczaj widzę to samo - dokręcone za mocno bezpieczniki. Nie miały szans wypiąć!!!! Noga nie miała szans wytrzymać!!!! Ostatnio w jednej z wypożyczalni działających przy wyciągu porozmawiałem z chłopakami z obsługi o regulacji wiązań i okazało się, że korzystają z tabel producentów wiązań i trzymają się ściśle zalecanych tam wartości. Efekt jest taki (co jest dla mnie zagadką i lekkim szokiem), że wiązania są ustawione niebezpiecznie mocno. Ponieważ bardziej ufali tabelce niż mnie użyłem przekonującego argumentu, czyli własnych nart (nie, nie biłem ich nartą!) pokazując jak jest u mnie. Z przodu 6, z tyłu 5. Ważę 85 kg i mam uprawnienia instruktorskie. Tymczasem większość nart na półkach przeznaczonych dla początkujących miała co najmniej 7 !!!!!! Zadałem chłopakom temat do przemyślenia i chyba się przejęli bo po chwili poszli przyjrzeć się nartom innych ratowników. Myślę, że nabrali wiedzy widząc jeszcze lżej ustawione wiązania. Nie chcę poddawać analizie wspomnianych tabel regulacyjnych tylko proszę wszystkie osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo podopiecznych (nauczycieli, opiekunów, serwisantów, ratowników, ojców, sprzedawców itd.) o chwilę zastanowienia zanim wiązanie zatrzaśnie się na bucie nieświadomego "neofity". Od kilkunastu lat prowadzę obozy narciarskie, w czasie których dzieci i młodzież stawiają pierwsze kroki a także doskonalą się w sztuce narciarskiej i za swój największy sukces uważam brak - odpukać - kontuzji nóg moich podopiecznych. A poza tym niektórzy już doskonale jeżdżą! Pierwsze zajęcia zaczynam od przeglądu nart a potem biorę śrubokręt i luzuję te sprężyny, luzuję, luzuję... Jeśli komuś narta wypnie się później bez powodu, należy dokręcić o ćwierć obrotu. Powtórzyć aż przestanie. Margines ryzyka zawęża się dzięki temu niebywale. Proste empiryczne działanie gwarantujące bezpieczeństwo i uśmiech małych narciarzyków. Zima jeszcze trwa i kilka worków gipsu zapewne trzeba będzie użyć zanim zawita wiosna i staną wyciągi. Mam nadzieję, że profilaktyka, którą właśnie uprawiam okaże się przydatna i kilku płaczących nieszczęśników mniej znienawidzi narty, śnieg i góry.
Ratownik górski Bieszczadzkiej Grupy GOPR
|