Odwiedziny Wielkiego Brata - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Odwiedziny Wielkiego Brata


2006-03-17 17:26:02 ostatnio zmieniony: 2006-03-18 13:22:18
Daniel Binik  


 Niestety, tak się utarło, że Rosja w większości przypadków kojarzy się z czymś negatywnym. Rosjanin - w rozumieniu wielu osób - to ktoś negatywnie do nas nastawiony.
Na początku napisałem "niestety", a to dla tego, że realizując swoje kilkuletnie plany postanowiłem pojechać w tę stronę świata, aby poznać Rosję, Rosjan i wszystko, co z tym związane i przekonać się, czy myśląc źle o naszych sąsiadach  daleko jesteśmy od prawdy.
    Początek planów czyli podróż przez Rosję
Plan podróży do Rosji zakładał zwiedzenie Moskwy, a przede wszystkim dotarcie koleją transsyberyjską nad najgłębsze jezioro świata - Bajkał i powstał przed kilku laty. Dopiero podczas zeszłorocznych wakacji, po zgromadzeniu funduszy, załatwieniu niezbędnych formalności wyruszyliśmy w trasę.
    Naszą przygodę rozpoczęliśmy w Kielcach - Magda, Paweł, mój brat Marcin i ja.  Tam też dokonaliśmy przeglądu naszych bagaży, sprawdzenia, które rzeczy rzeczywiście będą nam potrzebne. Niektórzy z nas, kierując się informacjami o syberyjskich mrozach, zabrali po kilka grubych swetrów, ciepłych butów i tym podobnych rzeczy.. Namówienie do pozostawienia ich było bardzo trudne, ale jak się okazało później, oszczędziło nam noszenia zbędnego ciężaru, gdyż Syberia przywitała nas temperaturą niemalże z krajów śródziemnomorskich sięgającą 33 st. C w cieniu.
Kolejnego dnia dojechaliśmy do Warszawy, skąd mieliśmy kupione bilety bezpośrednio do Moskwy. Jest możliwość tańszego i trochę bardziej skomplikowanego przejazdu z przesiadką na Białorusi - przyjemność tę jednak zostawiamy sobie na drogę powrotną.
Mając kilka godzin do odjazdu pociągu, dokonaliśmy zakupu niezbędnych towarów (sterty czasopism, kilku książek, krzyżówek), które na pewno okażą się przydatne podczas kilkudniowej podróży na Syberię.
Podniesiony pociąg
Po wyjeździe z Warszawy, bardzo szybko dojechaliśmy do granicy Białoruskiej w Brześciu, tam czekał nas kilkugodzinny postój, podczas którego wymieniano podwozie pociągu na rosyjskie szerokie tory. Sam proces wymiany kół to niemała atrakcja, a przez to godny opisania. Cały zestaw kolejowy wjeżdża do specjalnej hali, tam przy użyciu specjalnych podnośników cały pociąg (z pasażerami) podnoszony jest na ok. 2 metry, po czym zostają odpięte wózki z kołami, a na ich miejsce wtaczane są nowe już z szerszym rozstawem kół.

Już z szerokimi podwoziami pociąg przetaczany jest do odprawy celnej.
Ta odbyła się bardzo szybko, sprawdzono jedynie wizy oraz kazano nam wypełnić deklarację celną (oczywiście po rosyjsku) w wypełnieniu, której okazali się pomocni nasi rosyjscy współtowarzysze podróży.
Będąc na Białorusi mieliśmy okazję przekonać się jak "działają" słynne babuszki, czyli starsze panie, od których można na każdej stacji kupić domowe jedzenie. Mieliśmy okazję zasmakować w białoruskich plackach ziemniaczanych, pirożkach (smażonych plackach drożdżowych nadziewanych w zależności od gustu, mięsem, kapustą czy ziemniakami).
I do Moskwy
Ruszyliśmy. Nasza podróż mijała spokojnie.  Co jakiś czas dawali znać o sobie nasi rosyjscy współtowarzysze, którzy zapraszali nas na wódkę zagryzaną słoniną. Późnym wieczorem minęliśmy Mińsk. Od tej pory nasza podróż odbywała się nocą. W Moskwie mieliśmy być kolejnego dnia około południa.
Stolica Rosji przywitała nas piękną pogodą, było słonecznie i ciepło. Postanowiliśmy pojechać do hotelu, odświeżyć się i pójść "w miasto". Wcześniej jednak potrzebowaliśmy wymienić dolary na ruble. W kantorze spotkała nas niemiła niespodzianka, okazało się, że w Rosji są duże problemy z wymianą dolarów wydrukowanych przed 1996 rokiem. Na nieszczęście większość banknotów, jakie mieliśmy pochodziła z lat wcześniejszych. Wymieniliśmy tylko część tych, która spełniała odpowiednie "kryterium czasowe". Problem pozostałych banknotów postanowiliśmy rozwiązać później.
Metro
Do hotelu zdecydowaliśmy się pojechać, najszybszym, najwygodniejszym i najbardziej niezawodnym środkiem transportu w mieście, jakim jest metro. Decyzja była słuszna. Metrem warto jeździć nie tylko ze względu na jego właściwości komunikacyjne, ale przede wszystkim na piękne i kunsztownie wykończenie stacji. Każda z nich może uchodzić za dzieło sztuki. Wykonane w różnych stylach, ozdobione marmurami, mozaikami, kamiennymi posągami, kryształowymi żyrandolami, witrażami (!). Czasem mieliśmy wrażenie, że nie jesteśmy w metrze, ale w komnatach zamkowych. Stacje podzielone są tematycznie. Każda z nich przedstawia inny okres z dziejów Rosji, głównie ostatniego okresu. Przy budowie metra zginęły tysiące osób, nie bez przyczyny określa się go jako największy pomnik Związku Radzieckiego.

 Płatny prysznic
Ze stacji metra do hotelu, na szczęście, nie było daleko. Miejsce naszego noclegu jeszcze chyba nie zapomniało wcześniejszego ustroju. Wielki szary, kamienny moloch, przypominający bardziej budynek partii niż hotel. W recepcji bardzo zajęta piłowaniem paznokci pani. Na naszym piętrze była podobna kobietka, której zadaniem było pobieranie opłaty za jeden na całym piętrze prysznic. Na szczęście hotel miał być tylko miejscem gdzie spokojnie mamy spędzić noc, gdyż pozostałą część dnia oraz dzień kolejny postanowiliśmy spędzić na zwiedzaniu.
Z mapą w ręku ruszyliśmy na podbój Moskwy.
Korzystając z metra, przy okazji podziwiając jego uroki, bardzo szybko i tanio przemieszczaliśmy się z jednego końca miasta na drugi. W ciągu dwóch dni udało nam się zobaczyć najważniejsze zabytki miasta: Plac Czerwony, mauzoleum Lenina, GUM (pięknie zdobiony dom handlowy z towarami najdroższych światowych marek), cerkiew Wasyla Błogosławionego czyli najbardziej znaną moskiewską cerkiew z charakterystycznymi, bajecznie kolorowymi kopułami, Kreml, a wszystkimi cerkwiami, których kopuły pokryte są szczerym złotem. Na Kremlu również widzieliśmy największą armatę na świecie oraz również największy 280-tonowy (!) dzwon  zwany carskim.
Moskwa robi na przybyszu oszałamiające wrażenie. Zewsząd widać dowody przepychu i bogactwa. Najdroższe samochody, piękne budowle, drogie sklepy, szerokie (jednokierunkowe z 6 - 7 pasami) ulice. To wszystko składa się na wspaniały obraz Rosji, obraz, który jak się przekonaliśmy się później, bardzo mylny i fałszywy.

 5 dni w pociągu
Pociągi odjeżdżające w kierunku Syberii stoją na jednym z dziewięciu dworców kolejowych Moskwy - Jarosławskim.                                                     
Moskwa żegnała nas ulewnym deszczem. Przed nami perspektywa pięciu dni spędzonych w pociągu. Nasz zestaw kolejowy należał do kategorii firmowy  czyli droższych od zwykłych, i za to bardziej komfortowych. W trzeciej klasie z wagonami bez przedziałów, tylko  6-osobowymi, sypialnymi boksami. Mieliśmy dwa razy dziennie sprzątany "przedział" oraz klimatyzację (!).Podróż przebiegała bardzo spokojnie.
Między bajki można włożyć opowieści o rosyjskiej mafii śledzącej nasz każdy krok, nieprzespanych nocach z obawy przed kradzieżą lub morderstwem. Mitem też są opowiadania o pijanych Rosjanach szukających zaczepki.
To już Azja
Po dobie jazdy przejechaliśmy Ural, tym samym znaleźliśmy się na innym kontynencie. Podczas całej drogi za oknami pociągu rozciągły się bezgraniczne przestrzenie pól i łąk. Gdzieniegdzie dało się zauważyć malutkie, biedne wioski, których na próżno szukać na mapach.
Większość trasy osłonięta jest przez drzewa, które mają chronić przed zawiewaniem torów przez śnieg, a nie jak sądzi wielu, zasłaniać podróżującym biedę rosyjskiej wsi, (choć mimowolnie taką rolę też pełni).
Na trasie kolei transsyberyjskiej postoje oddalone są o kilkaset kilometrów, gdyż mniej więcej w takich odległościach są od siebie większe miasta. Podczas, nawet półgodzinnego postoju, można zaopatrzyć się w jedzenie u wychodzących na spotkanie każdego pociągu babuszek. Podobnie jak na Białorusi można  od nich kupić wszystko do jedzenia i picia. Wraz z przemieszczaniem się zmieniają się towary oferowane przez babuszki.
Całą trasę można podzielić na umowne etapy. Pierwszy z nich to: etap pirożkowy czyli obfitujący w "bułki" z nadzieniem ziemniaczanym, mięsnym bądź z kapustą. Kolejny z etapów to etap rybny, który pojawia się wraz ze zbliżaniem się o Bajkału, a etap orzeszkowy pojawia się, gdy dojeżdżamy do syberyjskich lasów.

Stolica Syberii - Irkuck
Irkuck - jedno z największych miast Syberii przywitało nas deszczem, przez co wyglądało przygnębiająco i smutno. Jakże różny obraz miast w porównaniu do Moskwy - dziurawe drogi, często brak asfaltu, to wszystko nie zachęcało do pozostania tu dłużej. Tym bardziej, że cel naszej podróży nie został osiągnięty. Ostatnim etapem była nadbajkalska wioska Balszoje Gołoustnoje. Zaledwie 130 km za miastem!
Gdy dotarliśmy na dworzec autobusowy okazało się, że bilety na nasz autobus zostały wyprzedane, a kolejny będzie następnego dnia. Oczywiście nikt nam nie powiedział o alternatywie, jaką okazał się prywatny autobus odjeżdżający kilkadziesiąt metrów od dworca (przecież to konkurencja). Jak nam powiedziano za miastem asfalt się kończy, ale nie powinniśmy się martwić gdyż dla autobusu jest ona wystarczająco dobra. Każdy może wyobrazić sobie jak wyglądała droga skoro autobus wyglądał jakby przed momentem wrócił z rajdu Camel Trophic. Jadąc nie widzieliśmy okolicy, wszystko przez zalepione błotem szyby. Po trzech godzinach jazdy byliśmy na miejscu.
Zupa z omula, gulasz z łosia
W związku z padającym deszczem, właścicielka bazy turystycznej nie pozwoliła nam rozbić namiotów, tylko zaprosiła nas do swojego domu. Tam też dostaliśmy świetną zupę z omula (bardzo popularnej w Bajkale ryby) oraz gulasz z łosia.
Następnego dnia przywitało nas piękne słońce i równie piękna okolica - dolina otoczona z dwóch stron górami, z trzeciej "zamknięta" Bajkałem. Pierwsze dni spędziliśmy na zwiedzaniu okolicy, zdobywaniu sąsiednich szczytów, łowieniu ryb oraz próbach kąpieli w jeziorze.

 Kolejnym punktem naszej podróży był wyjazd na największą wyspę Bajkału - Olchon. Wyspa ta ma 80 km długości, 15 km szerokości i co ciekawe, znajduje się na niej jedna wioska zamieszkana przez ok. 2000 osób. Aby tam dojechać musieliśmy przebyć ponad 400 km. Jadąc, mieliśmy okazję poznać okolicę i kulturę.
Warto wspomnieć, że główną religią tej części Rosji jest szamanizm, stąd też często na trasie można spotkać wiele miejsc kultu. Kierowca busika kilkakrotnie zatrzymywał się przy nich, aby zostawić monetę lub jakąś inną należąca do niego rzecz. Wiele osób w takich świętych miejscach zawiesza na drzewach chusteczki, paski materiału, na których wypisane są życzenia, wierząc, że duchy w powietrzu przeczytają je i oczywiście spełnią.
    Kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę po bezdrożach wyspy wynajętym rosyjskim łazikiem. Dotarliśmy na sam jej koniec gdzie ponoć można zobaczyć nerpy jedyne słodkowodne foki. Nie widzieliśmy ich. Pokazano nam pozostałości kołchozu, który działał tam jeszcze do lat 60 - tych, oraz miejsce, w którym Bajkał ma swoją największą głębinę. Przy okazji warto opisać samą wyspę, która otoczona jest bardzo urwistymi brzegami sięgającymi nawet kilkuset metrów.


Cała wycieczka zakończyła się wspólnym posiłkiem. Podano ugotowaną w kociołku niezwykle popularną nad Bajkałem uchę czyli zupę z ryb. My znając już smak, a przede wszystkim wygląd (ryby gotowane są w całości np. z oczami) zabraliśmy się szybko do jedzenia nie zważając na nic. Odmienne uczucia od naszych miała para Niemców, która razem z nami wybrała się na wycieczkę po wyspie. Jednak głód zwyciężył.
75 tuneli
Kolejną ciekawostką, którą postanowiliśmy zobaczyć była Kolejka Krugobajkalska. Trasa tej kolejki przebiega dosłownie wzdłuż brzegów jeziora przez ok. 100 km. W związku z tym, że Bajkał otoczony jest w tym miejscu przez strome zbocza, tory wielokrotnie "wbijają" się w góry biegnąc tunelami. Do dziś budowa tej drogi kolejowej uznawana jest za wyczyn nadludzki. Na trasie blisko 100 km wybudowano 75 tuneli o długości od kilku metrów do kilometra. Łącznie na całej trasie znajduje się ok. 400 konstrukcji inżynierskich tj., tunele, mosty, ogromne rynny odprowadzające wodę spływająca z gór. Obecnie trasa wykorzystywana jest jedynie do celów turystycznych.
Nową linię kolejowa poprowadzono zboczami i szczytami górskimi.

Na zakończenie naszego pobytu, jeszcze chwilę spędziliśmy na zwiedzaniu Irkucka, podziwiając pięknie zdobione, choć zaniedbane, drewniane domy. Czas do odjazdu upływał nieubłaganie. Tym razem wybraliśmy opcję przejazdu z Irkucka wprost do polskiej granicy w Brześciu. Podobnie jak wcześniej, podróż mijała bez większych problemów, jedynie dłużył się czas, ponieważ co jakiś czas musieliśmy przesuwać wskazówki naszych zegarków o godzinę - sumie zdarzyło się to 7 razy.
Powrót do kraju wzbudził w nas wiele przemyśleń na temat ludzkiego losu i przeznaczenia, jak bardzo dużo  zależny od miejsca, w którym przypadło ludziom spędzić swoje życie.
Przy okazji przekonaliśmy się na własnej skórze jak bardzo mylimy się oceniając ludzi na podstawie stereotypów. Rosjanie dali się poznać jako bardzo gościnny, przyjazny naród, którego życie jest dalekie od wielkiej polityki, ograniczone do wielu codziennych problemów własnego podwórka.
Wrażenia i przygody, jakich doświadczyliśmy nie sposób opisać w tak krótkim artykule, jedno jest pewne, pozostaną na długo w naszej pamięci. Pozostała - na pewno - nadzieja by kiedyś tam powrócić...



Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 5