Niestety,
tak się utarło, że Rosja w większości przypadków kojarzy się z czymś
negatywnym. Rosjanin - w rozumieniu wielu osób - to ktoś negatywnie do
nas nastawiony. Na początku napisałem "niestety", a to dla tego, że
realizując swoje kilkuletnie plany postanowiłem pojechać w tę stronę
świata, aby poznać Rosję, Rosjan i wszystko, co z tym związane i
przekonać się, czy myśląc źle o naszych sąsiadach daleko jesteśmy
od prawdy. Początek planów czyli podróż przez Rosję Plan
podróży do Rosji zakładał zwiedzenie Moskwy, a przede wszystkim
dotarcie koleją transsyberyjską nad najgłębsze jezioro świata - Bajkał
i powstał przed kilku laty. Dopiero podczas zeszłorocznych wakacji, po
zgromadzeniu funduszy, załatwieniu niezbędnych formalności wyruszyliśmy
w trasę. Naszą przygodę rozpoczęliśmy w Kielcach
- Magda, Paweł, mój brat Marcin i ja. Tam też dokonaliśmy
przeglądu naszych bagaży, sprawdzenia, które rzeczy rzeczywiście będą
nam potrzebne. Niektórzy z nas, kierując się informacjami o
syberyjskich mrozach, zabrali po kilka grubych swetrów, ciepłych butów
i tym podobnych rzeczy.. Namówienie do pozostawienia ich było bardzo
trudne, ale jak się okazało później, oszczędziło nam noszenia zbędnego
ciężaru, gdyż Syberia przywitała nas temperaturą niemalże z krajów
śródziemnomorskich sięgającą 33 st. C w cieniu. Kolejnego dnia
dojechaliśmy do Warszawy, skąd mieliśmy kupione bilety bezpośrednio do
Moskwy. Jest możliwość tańszego i trochę bardziej skomplikowanego
przejazdu z przesiadką na Białorusi - przyjemność tę jednak zostawiamy
sobie na drogę powrotną. Mając kilka godzin do odjazdu pociągu,
dokonaliśmy zakupu niezbędnych towarów (sterty czasopism, kilku
książek, krzyżówek), które na pewno okażą się przydatne podczas
kilkudniowej podróży na Syberię. Podniesiony pociąg Po wyjeździe
z Warszawy, bardzo szybko dojechaliśmy do granicy Białoruskiej w
Brześciu, tam czekał nas kilkugodzinny postój, podczas którego
wymieniano podwozie pociągu na rosyjskie szerokie tory. Sam proces
wymiany kół to niemała atrakcja, a przez to godny opisania. Cały zestaw
kolejowy wjeżdża do specjalnej hali, tam przy użyciu specjalnych
podnośników cały pociąg (z pasażerami) podnoszony jest na ok. 2 metry,
po czym zostają odpięte wózki z kołami, a na ich miejsce wtaczane są
nowe już z szerszym rozstawem kół.
Już z szerokimi podwoziami pociąg przetaczany jest do odprawy celnej. Ta
odbyła się bardzo szybko, sprawdzono jedynie wizy oraz kazano nam
wypełnić deklarację celną (oczywiście po rosyjsku) w wypełnieniu,
której okazali się pomocni nasi rosyjscy współtowarzysze podróży. Będąc
na Białorusi mieliśmy okazję przekonać się jak "działają" słynne
babuszki, czyli starsze panie, od których można na każdej stacji kupić
domowe jedzenie. Mieliśmy okazję zasmakować w białoruskich plackach
ziemniaczanych, pirożkach (smażonych plackach drożdżowych nadziewanych
w zależności od gustu, mięsem, kapustą czy ziemniakami). I do Moskwy Ruszyliśmy.
Nasza podróż mijała spokojnie. Co jakiś czas dawali znać o sobie
nasi rosyjscy współtowarzysze, którzy zapraszali nas na wódkę zagryzaną
słoniną. Późnym wieczorem minęliśmy Mińsk. Od tej pory nasza podróż
odbywała się nocą. W Moskwie mieliśmy być kolejnego dnia około południa. Stolica
Rosji przywitała nas piękną pogodą, było słonecznie i ciepło.
Postanowiliśmy pojechać do hotelu, odświeżyć się i pójść "w miasto".
Wcześniej jednak potrzebowaliśmy wymienić dolary na ruble. W kantorze
spotkała nas niemiła niespodzianka, okazało się, że w Rosji są duże
problemy z wymianą dolarów wydrukowanych przed 1996 rokiem. Na
nieszczęście większość banknotów, jakie mieliśmy pochodziła z lat
wcześniejszych. Wymieniliśmy tylko część tych, która spełniała
odpowiednie "kryterium czasowe". Problem pozostałych banknotów
postanowiliśmy rozwiązać później. Metro Do hotelu zdecydowaliśmy
się pojechać, najszybszym, najwygodniejszym i najbardziej niezawodnym
środkiem transportu w mieście, jakim jest metro. Decyzja była słuszna.
Metrem warto jeździć nie tylko ze względu na jego właściwości
komunikacyjne, ale przede wszystkim na piękne i kunsztownie wykończenie
stacji. Każda z nich może uchodzić za dzieło sztuki. Wykonane w różnych
stylach, ozdobione marmurami, mozaikami, kamiennymi posągami,
kryształowymi żyrandolami, witrażami (!). Czasem mieliśmy wrażenie, że
nie jesteśmy w metrze, ale w komnatach zamkowych. Stacje podzielone są
tematycznie. Każda z nich przedstawia inny okres z dziejów Rosji,
głównie ostatniego okresu. Przy budowie metra zginęły tysiące osób, nie
bez przyczyny określa się go jako największy pomnik Związku
Radzieckiego.
Płatny prysznic Ze
stacji metra do hotelu, na szczęście, nie było daleko. Miejsce naszego
noclegu jeszcze chyba nie zapomniało wcześniejszego ustroju. Wielki
szary, kamienny moloch, przypominający bardziej budynek partii niż
hotel. W recepcji bardzo zajęta piłowaniem paznokci pani. Na naszym
piętrze była podobna kobietka, której zadaniem było pobieranie opłaty
za jeden na całym piętrze prysznic. Na szczęście hotel miał być tylko
miejscem gdzie spokojnie mamy spędzić noc, gdyż pozostałą część dnia
oraz dzień kolejny postanowiliśmy spędzić na zwiedzaniu. Z mapą w ręku ruszyliśmy na podbój Moskwy. Korzystając
z metra, przy okazji podziwiając jego uroki, bardzo szybko i tanio
przemieszczaliśmy się z jednego końca miasta na drugi. W ciągu dwóch
dni udało nam się zobaczyć najważniejsze zabytki miasta: Plac Czerwony,
mauzoleum Lenina, GUM (pięknie zdobiony dom handlowy z towarami
najdroższych światowych marek), cerkiew Wasyla Błogosławionego czyli
najbardziej znaną moskiewską cerkiew z charakterystycznymi, bajecznie
kolorowymi kopułami, Kreml, a wszystkimi cerkwiami, których kopuły
pokryte są szczerym złotem. Na Kremlu również widzieliśmy największą
armatę na świecie oraz również największy 280-tonowy (!) dzwon
zwany carskim. Moskwa robi na przybyszu oszałamiające wrażenie.
Zewsząd widać dowody przepychu i bogactwa. Najdroższe samochody, piękne
budowle, drogie sklepy, szerokie (jednokierunkowe z 6 - 7 pasami)
ulice. To wszystko składa się na wspaniały obraz Rosji, obraz, który
jak się przekonaliśmy się później, bardzo mylny i fałszywy.
5 dni w pociągu Pociągi
odjeżdżające w kierunku Syberii stoją na jednym z dziewięciu dworców
kolejowych Moskwy -
Jarosławskim.
Moskwa żegnała nas ulewnym deszczem. Przed nami perspektywa
pięciu dni spędzonych w pociągu. Nasz zestaw kolejowy należał do
kategorii firmowy czyli droższych od zwykłych, i za to bardziej
komfortowych. W trzeciej klasie z wagonami bez przedziałów, tylko
6-osobowymi, sypialnymi boksami. Mieliśmy dwa razy dziennie sprzątany
"przedział" oraz klimatyzację (!).Podróż przebiegała bardzo spokojnie. Między
bajki można włożyć opowieści o rosyjskiej mafii śledzącej nasz każdy
krok, nieprzespanych nocach z obawy przed kradzieżą lub morderstwem.
Mitem też są opowiadania o pijanych Rosjanach szukających zaczepki. To już Azja Po
dobie jazdy przejechaliśmy Ural, tym samym znaleźliśmy się na innym
kontynencie. Podczas całej drogi za oknami pociągu rozciągły się
bezgraniczne przestrzenie pól i łąk. Gdzieniegdzie dało się zauważyć
malutkie, biedne wioski, których na próżno szukać na mapach. Większość
trasy osłonięta jest przez drzewa, które mają chronić przed zawiewaniem
torów przez śnieg, a nie jak sądzi wielu, zasłaniać podróżującym biedę
rosyjskiej wsi, (choć mimowolnie taką rolę też pełni). Na trasie
kolei transsyberyjskiej postoje oddalone są o kilkaset kilometrów, gdyż
mniej więcej w takich odległościach są od siebie większe miasta.
Podczas, nawet półgodzinnego postoju, można zaopatrzyć się w jedzenie u
wychodzących na spotkanie każdego pociągu babuszek. Podobnie jak na
Białorusi można od nich kupić wszystko do jedzenia i picia. Wraz
z przemieszczaniem się zmieniają się towary oferowane przez babuszki. Całą
trasę można podzielić na umowne etapy. Pierwszy z nich to: etap
pirożkowy czyli obfitujący w "bułki" z nadzieniem ziemniaczanym,
mięsnym bądź z kapustą. Kolejny z etapów to etap rybny, który pojawia
się wraz ze zbliżaniem się o Bajkału, a etap orzeszkowy pojawia się,
gdy dojeżdżamy do syberyjskich lasów.
Stolica Syberii - Irkuck Irkuck
- jedno z największych miast Syberii przywitało nas deszczem, przez co
wyglądało przygnębiająco i smutno. Jakże różny obraz miast w porównaniu
do Moskwy - dziurawe drogi, często brak asfaltu, to wszystko nie
zachęcało do pozostania tu dłużej. Tym bardziej, że cel naszej podróży
nie został osiągnięty. Ostatnim etapem była nadbajkalska wioska
Balszoje Gołoustnoje. Zaledwie 130 km za miastem! Gdy dotarliśmy na
dworzec autobusowy okazało się, że bilety na nasz autobus zostały
wyprzedane, a kolejny będzie następnego dnia. Oczywiście nikt nam nie
powiedział o alternatywie, jaką okazał się prywatny autobus
odjeżdżający kilkadziesiąt metrów od dworca (przecież to konkurencja).
Jak nam powiedziano za miastem asfalt się kończy, ale nie powinniśmy
się martwić gdyż dla autobusu jest ona wystarczająco dobra. Każdy może
wyobrazić sobie jak wyglądała droga skoro autobus wyglądał jakby przed
momentem wrócił z rajdu Camel Trophic. Jadąc nie widzieliśmy okolicy,
wszystko przez zalepione błotem szyby. Po trzech godzinach jazdy
byliśmy na miejscu. Zupa z omula, gulasz z łosia W związku z
padającym deszczem, właścicielka bazy turystycznej nie pozwoliła nam
rozbić namiotów, tylko zaprosiła nas do swojego domu. Tam też
dostaliśmy świetną zupę z omula (bardzo popularnej w Bajkale ryby) oraz
gulasz z łosia. Następnego dnia przywitało nas piękne słońce i
równie piękna okolica - dolina otoczona z dwóch stron górami, z
trzeciej "zamknięta" Bajkałem. Pierwsze dni spędziliśmy na zwiedzaniu
okolicy, zdobywaniu sąsiednich szczytów, łowieniu ryb oraz próbach
kąpieli w jeziorze.
Kolejnym
punktem naszej podróży był wyjazd na największą wyspę Bajkału - Olchon.
Wyspa ta ma 80 km długości, 15 km szerokości i co ciekawe, znajduje się
na niej jedna wioska zamieszkana przez ok. 2000 osób. Aby tam dojechać
musieliśmy przebyć ponad 400 km. Jadąc, mieliśmy okazję poznać okolicę
i kulturę. Warto wspomnieć, że główną religią tej części Rosji
jest szamanizm, stąd też często na trasie można spotkać wiele miejsc
kultu. Kierowca busika kilkakrotnie zatrzymywał się przy nich, aby
zostawić monetę lub jakąś inną należąca do niego rzecz. Wiele osób w
takich świętych miejscach zawiesza na drzewach chusteczki, paski
materiału, na których wypisane są życzenia, wierząc, że duchy w
powietrzu przeczytają je i oczywiście spełnią.
Kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę po bezdrożach wyspy
wynajętym rosyjskim łazikiem. Dotarliśmy na sam jej koniec gdzie ponoć
można zobaczyć nerpy jedyne słodkowodne foki. Nie widzieliśmy ich.
Pokazano nam pozostałości kołchozu, który działał tam jeszcze do lat 60
- tych, oraz miejsce, w którym Bajkał ma swoją największą głębinę. Przy
okazji warto opisać samą wyspę, która otoczona jest bardzo urwistymi
brzegami sięgającymi nawet kilkuset metrów.
Cała wycieczka
zakończyła się wspólnym posiłkiem. Podano ugotowaną w kociołku
niezwykle popularną nad Bajkałem uchę czyli zupę z ryb. My znając już
smak, a przede wszystkim wygląd (ryby gotowane są w całości np. z
oczami) zabraliśmy się szybko do jedzenia nie zważając na nic. Odmienne
uczucia od naszych miała para Niemców, która razem z nami wybrała się
na wycieczkę po wyspie. Jednak głód zwyciężył. 75 tuneli Kolejną
ciekawostką, którą postanowiliśmy zobaczyć była Kolejka Krugobajkalska.
Trasa tej kolejki przebiega dosłownie wzdłuż brzegów jeziora przez ok.
100 km. W związku z tym, że Bajkał otoczony jest w tym miejscu przez
strome zbocza, tory wielokrotnie "wbijają" się w góry biegnąc tunelami.
Do dziś budowa tej drogi kolejowej uznawana jest za wyczyn nadludzki.
Na trasie blisko 100 km wybudowano 75 tuneli o długości od kilku metrów
do kilometra. Łącznie na całej trasie znajduje się ok. 400 konstrukcji
inżynierskich tj., tunele, mosty, ogromne rynny odprowadzające wodę
spływająca z gór. Obecnie trasa wykorzystywana jest jedynie do celów
turystycznych. Nową linię kolejowa poprowadzono zboczami i szczytami górskimi.
Na
zakończenie naszego pobytu, jeszcze chwilę spędziliśmy na zwiedzaniu
Irkucka, podziwiając pięknie zdobione, choć zaniedbane, drewniane domy.
Czas do odjazdu upływał nieubłaganie. Tym razem wybraliśmy opcję
przejazdu z Irkucka wprost do polskiej granicy w Brześciu. Podobnie jak
wcześniej, podróż mijała bez większych problemów, jedynie dłużył się
czas, ponieważ co jakiś czas musieliśmy przesuwać wskazówki naszych
zegarków o godzinę - sumie zdarzyło się to 7 razy. Powrót do kraju
wzbudził w nas wiele przemyśleń na temat ludzkiego losu i
przeznaczenia, jak bardzo dużo zależny od miejsca, w którym
przypadło ludziom spędzić swoje życie. Przy okazji przekonaliśmy się
na własnej skórze jak bardzo mylimy się oceniając ludzi na podstawie
stereotypów. Rosjanie dali się poznać jako bardzo gościnny, przyjazny
naród, którego życie jest dalekie od wielkiej polityki, ograniczone do
wielu codziennych problemów własnego podwórka. Wrażenia i przygody,
jakich doświadczyliśmy nie sposób opisać w tak krótkim artykule, jedno
jest pewne, pozostaną na długo w naszej pamięci. Pozostała - na pewno -
nadzieja by kiedyś tam powrócić...
|