Byłem kapelanem UPA - www.bieszczady.info.pl    
       
 
   
 
 

Byłem kapelanem UPA


2006-10-17 09:51:17 ostatnio zmieniony: 2006-10-17 09:51:17
Jan Słota  


   Rok 1943 obfitował w bardzo ważne dla całego świata wydarzenie. Potęga niemiecka została złamana na wschodzie. Ich buta i krwiożerczość niedługo zostanie ukarana. W starożytności królowa Michalda z Saby przepowiedziała ten koniec. Powiedziane było: że czarny orzeł rozłoży swe mocarne skrzydła; w ich cieniu znajdzie się smagana zimnymi wiatrami niegościnna kraina, jak również spalona słońcem pustynia. Swoje drapieżne szpony i złowrogi dziób będzie miał unurzane w krwi niewinnych ludzi. Swój drapieżny wzrok skieruje do krainy wschodzącego słońca. Rozpocznie grabieżczy napad, nie przewidując, że tam mu zostanie złamane skrzydło. Lud tej krainy za doznane krzywdy zacznie go niszczyć ogniem i mieczem. I tak spełniły się prorocze słowa wypowiedziane kilkanaście wieków temu. Niemczy uciekając w popłochu z kraju, który niedawno zagarnęli zostawiali za sobą spaloną ziemię. Z drugie strony Rosjanie nie dawali im żołdu ani hołdu. I tak najeźdźcy   znaleźli się na polskich ziemiach stosując politykę wojny wyniszczającej. I jedni i drudzy nie cierpieli Polaków. Stalin za upokorzenia jakie poniosła w konflikcie wojny z 1920 roku Armia Czerwona, Niemcy z wrodzonej pogardy. Stalin nienawidził ludu Ukrainy zachodniej  za sprzeniewierzenie się z atamanem Petlurą oraz odrzucenie propozycji oferowanej przez bolszewików. On i Beria, szef NKWD, opracowali iście diabelski plan, polegający na sianiu fermentu między dwoma narodami. Za ich cichą zgodą granice Rzeczpospolitej przekroczyły sotnie UPA, po cichu wspierane przez NKWD. W Bieszczadach oddział partyzancki dowodzony przez Mikołaja Kunickiego toczył ciężkie walki z Niemcami, jak i z formacjami zbrojnymi UPA. I tak w rejonie Łopiennika otoczyli Niemcy oddział Kunickiego; byli doskonale poinformowani przez sprzyjających im nacjonalistów ukraińskich. Kunickiemu udało się wymknąć w masyw Chryszczatej. Natomiast krwawej zemsty dokonali Niemcy na ludności, która sprzyjała partyzantom. Wystarczył tylko cień podejrzenia, że sprzyjają „bandytom” z lasu. W połowie 1944 roku Niemcy dość szybko opuścili Bieszczady zatrzymując się w rejonie przełęczy dukielskiej, gdzie stawiali zacięty opór. Ksiądz Mosuriak wspomina, że udał się do Przemyśla, chciał dowiedzieć się o los biskupa Kucyłowskiego. W Przemyślu działało wszechwładne NKWD, on zatrzymał się u znajomego w Hurku, chciał rozpoznać sytuację. Trafił się sługus NKWD, który doniósł  na niego; ale uprzedzony przez życzliwych ludzi zdążył się uratować. Okrężnymi drogami dostał się w Bieszczady. Nie było bezpiecznie dla niego ani w Lesku, ani w okolicach, wszędzie działało NKWD. W rejonach zamieszkałych przez ludność ukraińską  działała siatka wywiadowcza pracująca dla UPA. W sierpniu 1944 roku przybył specjalny posłaniec od Jarosława Starucha, który miał dla niego, jako znanego duchownego ważna propozycję. Do spotkania doszło w  Starym Siole;  spotkał się z drugim zastępcą Stefana Bandery. Ten bardzo miły w obyciu dowódca UPA zaproponował mu stanowisko naczelnego kapelana na Zakierżoński Kraj. Nie mając innego wyjścia zgodził się; prosił tylko by jego kwatera jako kapelana znajdowała się w Łopience. Pod koniec 1944 roku Armia Czerwona wypędziła Niemców. W Bieszczadach panowało bezkrólewie, wszędzie widać było działanie nowej władzy, którą sprawowała UPA. On mógł w miarę bezpiecznie, w towarzystwie kilku osób, przemieszczać się konno, po podległym mu terenie. Odwiedzał w Stefkowej ówczesnego parocha parafii grecko-katolickiej Antoniego Wołyniaka, któremu nieodłącznie towarzyszył jego syn Włodzimierz, wysokiej rangi oficer SP. Sam paroch Wołyniak stanowił ciekawą zagadkę; pochodził z polskiej, szlacheckiej rodziny z kresów wschodnich. Wstąpił za namowa matki do seminarium duchownego, a że liturgia obrządku łacińskiego zabrania zawierania małżeństw duchownym, zmienił wyznanie na wiarę grecko-katolicką, za co został przeklęty przez swoja matkę. Tym się nie przejął. Poprosił swoich nowych przełożonych o przeniesienie jak najdalej od swych rodzinnych stron. Otrzymał parafię w Stefkowej. Ksiądz wspomina, że nocując kilkakrotnie u niego i prowadząc  z nim i jego synem  rozmowy   zauważył iż byli to zaciekli nacjonaliści. Odbywały się u nich spotkania i narady referentów SB, bywał tam też mieszkaniec Stefkowej, Roman Hrobelski „Brodycz”, późniejszy dowódca kurenia. Spotkał tam również wysokiej rangi oficera SR o pseudonimie H.U.R.I.M; był  to człowiek o wyjątkowo miłej osobowości. Zapadały tam wyroki śmierci na nieposłusznych. Ksiądz wymienia nazwiska osób, na których wykonano te wyroki. Wspomina też, że przez osobę zaufaną ostrzegł o niebezpieczeństwie mieszkańca Leszczowatego Wiktora Ździebkę. Na tego człowieka napływały skargi od sąsiadów, że szydzi z nich i pogardza nimi. Pracując na kopalni ropy w Kiczerach uważał się za bardzo ważnego. Pomimo otrzymanego ostrzeżenia nadal zachowywał się arogancko. I tak pod koniec lipca 1944 roku specjalna grupa SB otrzymała polecenie wykonania na nim wyroku śmierci. Jemu udało się uciec, a cała rodzina, pięcioro dzieci i żona zapłacili najwyższą cenę. Zginął również sąsiad Teodor Pisulak, który stanął w ich obronie. Ksiądz wspomina, że takich wyroków wykonano bardzo dużo.
  Nawiązując do zakończenia poprzedniego artykułu, wspomnianych Czterech Jeźdźcach Apokalipsy, którzy mieli przybyć ze wschodu. Spełniły się prorocze słowa Objawienia Św. Jana. I tak jeźdźcy ci przynieśli ze sobą mord, grabież, pożary i prowokację. Chodziło tu  o tzw. „przebierańców”.  Byli to agenci NKWD, których całe oddziały stacjonowały za słowacką granicą oraz w rejonie Turki. Zadaniem ich było szerzenie prowokacji i sianie niepokoju wśród ludności. Znali język ukraiński i polski. Przebierali się w mundury UPA, napadali na spokojnych mieszkańców, rabowali, mordowali, palili, robiąc wrażenie, że to oddziały UPA. Podobny proceder stosowali w wioskach zamieszkałych przez Polaków. Działanie tych grup „przebierańców” polegało na sianiu fermentu i wzmaganiu nienawiści. Mieszkańcy wiosek zamieszkałych przez ludność ukraińską splądrowani przez „przebierańców” tracili zaufanie do swoich oddziałów. Dowództwo  UPA jak i AK zastanawiało się kto jest sprawcą tego zamieszania. Ksiądz wspomina też, że w 1945 roku powstało AK oraz WIN a stosunki między nimi a UPA były poprawne.
     
   
  Od czytelnika:
  Bardzo zainteresowałem się zapowiedzią tłumaczenia książki księdza Mosuriaka, tymczasem w numerze 75 Echa znalazłem opis na podstawie książki. Czekam z niecierpliwością na tłumaczenie, bądź informację, że będzie to w dalszym ciągu tylko opis na podstawie książki. 
  Roman Leszczyński
 


Echo Bieszczadów   Dodaj swój komentarz.
 
 
 
 

Znajomość prawa pomaga

2008-09-02 15:17:58

Znajomość prawa pomaga - to projekt realizowany przez Stowarzyszenie Kobiet Bieszczadzkich „Nasza Szansa” z Leska mający na celu przeciwdziałanie przemocy domowej i przemocy wobec kobiet.
więcej czytaj więcej

Można inaczej - SOS w Lesku
Moje prawa - moją szansą!
Edukacja ekologiczna
Wystawa w Czarnej

  archiwum Archiwum


Webcam - Ustrzyki Górne

webcam www.bieszczady.info.pl  na Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.) - Ustrzyki Górne



Szukaj w bieszczady.info.pl
 
Ciekawe serwisy
Mazury Zakopane
Karkonosze Online Przemyśl
Kwatery, pensjonaty,noclegi
Spływy kajakowe, Kajaki, Mazury
Hotele w Warszawie
 
  © Bieszczady Wirtualnie 1998 - 2008    
Kontakt  Prywatność  Reklama
Liczba osób na www.bieszczady.info.pl: 5