Konkurs wygrała dotychczasowa
dyrektorka BDK, Ewa Baranowska, która jednak przeszła na stanowisko
dyrektora Miejsko – Gminnej Biblioteki Publicznej w Lesku. Piotr
Stabryła został powołany na dyrektora BDK. Dotychczasowa długoletnia
dyrektorka Helena Podsobińska przeszła na emeryturę.
Dyrektorem Bieszczadzkiego Domu kultury został Piotr Stabryła. Z wykształcenia ekonomista, ostatnie dwa lata pracował u urzędzie prezydenta Krakowa. Odpowiadał za promocję. Wcześniej sześć lat był dziennikarzem RMF oddziału rzeszowskiego. Ma 4-letniego syna Jeremiasza i żonę Katarzynę. Jest rodowitym sanoczaninem. EB: Dlaczego wrócił Pan z wielkiego miasta do Sanoka? Piotr Stabryła: - Byłem zmęczony życiem na walizkach i zamieszaniem dużej aglomeracji. Odkąd mamy synka chciałem znaleźć czas by go wychowywać. EB: Skąd pomysł na kulturę? Prace w takiej właśnie „działce”? - Gdy dowiedziałem się, że jest ogłoszony konkurs na stanowisko dyrektora Bieszczadzkiego Domu Kultury, pomyślałem dlaczego nie? Zależy mi na tym regionie, na zachowywaniu tradycji i stymulowaniu rozwoju kultury w takiej małej lokalnej społeczności. Liczę na współpracę ze szkołami. Mam kilka pomysłów na zajęcia w pracowniach jakie tu mamy, może o nowej pracowni grafiki komputerowej. Mam w głowie kilka pomysłów na imprezy plenerowe. Przecież trzeba czymś przyciągnąć turystów. EB: Budżet na dom kultury jest skromny, poprzednia pani dyrektor mówiła, że starcza zaledwie na utrzymanie i działalność statutową, a środki na imprezy trzeba pozyskiwać z zewnątrz, jak będzie teraz? - Dokładnie tak! Myślę o pozyskiwaniu funduszy z Unii i z Ministerstwa Kultury, myślę, że przy dobrej współpracy z urzędem gminy napiszemy projekt na takie środki. Poza tym czeka mnie restrukturyzacja domu kultury. Ale na to trzeba czasu. EB: Co planuje Pan na sezon jesienno – zimowy? - Jestem właśnie zajęty poznawaniem zasobów domu kultury oraz samego miasta. Myślę o wykorzystaniu w przyszłości Sanu, amfiteatru i samego parku. W następnym sezonie chciałbym zorganizować teatr ogrodowy i letnie spotkania kameralne. A obecnie jestem już zajęty przygotowaniami do dużego Sylwestra na Rynku z niespodziankami dla mieszkańców. EB: Kultura w małym mieście to trudna działa, bardzo ciężko trafić w gusty publiczności. Jak pan zamierza przyciągnąć ludzi? - Nic na siłę, nie chcą nikogo uszczęśliwiać. Chce pytać i rozeznawać potrzeby. Teraz dużo rozmawiam z ludźmi. Każdy kto ma jakiś pomysł na działalność kulturalna jest w Bieszczadzkim Domu Kultury mile widziany. Serdecznie zapraszam, moje drzwi będą otwarte. EB: Trzymamy za słowo!
|