Kartka pocztowa pojawiła się stosunkowo niedawno - w XIX wieku - za sprawą Niemca Wilhelma Stephena z miejscowości Stolp (dzisiaj Słupsk) oraz Emanuela Herrmanna, Austriaka z Wiednia. Równocześnie z pojawieniem się pocztówek pojawili się jej zbieracze - kolekcjonerzy - tzw. filokartyści.
Leska pocztówka też ma swoich miłośników, i to nie tylko tych miejscowych, ale i w innych miastach Polski. Stąd też są one porozrzucane po kolekcjach w całym kraju, co utrudnia zebranie ich w jedną, dużą, poważną kolekcję, gdzie zostałyby umieszczone bądź to w porządku chronologicznym, bądź w tematycznym lub przypisane konkretnym autorom. Mając jednak nawet taką niewielką ilość (ok. 200 sztuk, w części z XIX w.) można zauważyć nieścisłości, a może to tylko jakieś triki starych mistrzów fotografii? Na pocztówce przedstawionej obok widnieje ujęcie kościoła jeszcze ze starym, niskim dachem, a obok stoi tzw. "czerwona szkoła". Dlaczego, skoro dach na kościele zmieniono w 1889 roku za sprawą Roberta Barańskiego, a szkołę wybudowano około 10 lat później, tj. w latach 1897-1898 i też za sprawą tego wielkiego budowniczego Leska? Ten niski dach kościoła pojawia się na wielu pocztówkach z przełomu wieku, co dowodzi, że używano starych podkładów fotograficznych do ich produkcji, nie patrząc na czas, który przemija. Tajemnicą pozostaje również czas pojawienia się pierwszej pocztówki leskiej z tzw. obiegu, czego nie sposób dokładnie ustalić (pierwsza, którą znam jest z lipca 1899 roku).
Mimo to zawsze będziemy podchodzić do tego z pewnym sentymentem, gdyż jest to dokument czasów, które przeminęły bezpowrotnie; dokument, który jest niedoceniony przez współczesne społeczeństwo, niszczony i palony przy każdej przeprowadzce czy przy porządkowaniu strychów ze starymi szpargałami, oddawany dzieciom do zabawy, niszczony przez początkujących filatelistów poprzez wycinanie znaczków wraz z częścią kartki. Z tego powodu kartki stają się coraz rzadszym materiałem kolekcjonerskim i przez to droższym, a szkoda. Bardzo ładnie ujęła to Z. Rabska w 1924 roku w "Naokoło Świata": "... Pocztówka! Kto by pomyślał przed laty, że ta mała karteczka, która jak motyl barwny przysiada wśród bibelotów na stylowym sekretarzyku wielkiej damy i wśród książek na poważnym biurku uczonego, i wśród gałganów na poddaszu biednej szwaczki, i wśród rondli na stole kuchennym, i koszarach żołnierskich, i w chałupie chłopskiej, gdzie "ojce" czekają na wieści od syna z "Hameryki" - kto by to kiedyś pomyślał, że
pocztówka będzie przyjaciółką, pośredniczką, nieodłączną towarzyszką całej cywilizowanej ludzkości i że stanie się jedną z charakterystycznych i nieprzemijających cech kultury nowoczesnej, nawiązując bliższe stosunki sympatii między ludźmi, sławiąc piękno sztuki, wytykając kłamliwość wrogich komunikatów wojennych, śpiewając znane piosenki, spełniając jednym słowem tysiące powierzonych jej zadań i obowiązków, mała pocztówka obiega świat, wciska się wszędzie, zyskuje uznanie i jest nieraz wymowniejsza od najbardziej jaskrawych plakatów i afiszów. I w tym leży znaczenie tego kolorowego świstka ...
Kiedy w połowie XIX wynaleziono fotografię wydawało się, że w sposób obiektywny można utrwalić wszystko to, co darzyło się w życiu, ważne wydarzenia historyczne, toczące się wojny i całkiem prywatne życie przeciętnych ludzi. Fotografowanie stało się powszechne i masowe, zaczęto nanosić na szklane płyty tysiące różnych materiałów z całego świata. Ambicją każdej rodziny było posiadanie fotografii z osobami i miejscami bliskimi sercu. Gromadzono w ten sposób tysiące różnych zdjęć i szklanych płyt nie zastanawiając się, czy będzie to komuś kiedyś potrzebne. Mijały lata. Dziadkowie i ojcowie starzeli się, a synowie nie mieli ochoty oglądać zdjęć z nieznajomymi osobami. Zdjęcia, a niekiedy całe albumy, lądowały w piecu albo zgoła na śmietniku.
Razem z fotografiami rodzinnymi ginęli także bezcenni świadkowie naszej przeszłości, obrazy zmieniających się miast i wsi. Nikt ich tak naprawdę nie zbierał, nie opisywał także, nie segregował i nie przechowywał dla następnych pokoleń, bo było ich zbyt dużo. Ale czas robił swoje. Kataklizmy wojenne, pożary, powodzie, przeprowadzki dziesiątkowały wszystko, co napotkały.
Kiedy poważnie zająłem się pocztówką powiatu leskiego byłem przekonany, że odtwarzanie wyglądu istniejącego przed wojną terenu na podstawie starych fotografii będzie zadaniem stosunkowo łatwym. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Fotografii jest stosunkowo mało, a z kolei część widokówek jest tak kiczowata, że nie warto się nad nimi dłużej zatrzymywać. Lecz część pocztówek, zwłaszcza tych z przełomu wieków, jest niezastąpionym źródłem wiedzy. Zawierają nie tylko informacje na temat tego, co przedstawiają, ale i datę wykonania, stempel pocztowy o dacie wysyłki i obiegu pocztowym, a także często ciekawą i niepowtarzalną korespondencję między ludźmi, którzy odeszli. Długie godziny spędzone ze szkłem powiększającym nad pocztówką dostarczają oglądającym nie tylko przyjemności, ale i nowych informacji, których próżno by szukać w dokumentach. Prawdziwe jest stare przysłowie, które mówi, że jeden obraz zawiera tyle wiedzy co tysiąc słów. Trzeba tylko umieć i chcieć na niego patrzeć.Paweł Kusal
|