
Moździerz, samowar i...dom.


Robiąc powoli porządki na strychu, bo zabraliśmy się do zmiany jego łupkowego dachu, bardzo już starego, Maria znalazła jedną z nielicznych pamiątek po moim dawnym domu w Lesku - mosiężny moździerz z tłuczkiem. Przywieźliśmy go kiedyś z Polski, jeszcze jak mieszkaliśmy na południu Francji. Przetrwał wszystkie przeprowadzki i jakoś w naszym prawdziwym, własnym i jedynym domu został zapomniany i nie rozpakowany na strychu. Zaśniedziały trochę i poczerniały, znalazł się wśród nas - żywych. Wyczyściłem go zaraz z radością. Czyszcząc przypomniałem sobie, gdzie stał, czekając na zajęcie: na tym wielgachnym piecu, zajmującym prawie że połowę kuchni, na samym jego brzegu, wśród ozdobnych pudełek, mając za sąsiada drewniany młynek do kawy z zamaszystą korbką, zakończoną drewnianą gałką. Przez większość czasu był bezrobotny. Ożywiały go ludzkie ręce w czasie przygotowań do świąt albo w innych codziennych okolicznościach, kiedy trzeba było zmiażdżyć korzenny zapach albo utrzeć cukier na miałko. Poddawał się wtedy łatwo, ulegając sprawnym rękom, podzwaniając cicho, bo taka była jego mosiężna natura. Miażdżył i rozgniatał przy pomocy swojej drugiej, niezbędnej części - tłuczka wszystko to, co wpadało do jego środka. No więc wyczyściłem go jak trzeba i świeci się teraz jak nigdy dotąd w swej moździerzowej egzystencji. Postawiłem go na honorowym miejscu w nowym, innym domu, oddalonym od tamtego, rodzinnego, o parę tysięcy kilometrów.
Przypadek sprawił, że w tym samym pomieszczeniu gdzie stoi, znalazł się też pamiątkowy rosyjski samowar, nie po moich rosyjskich dziadkach, bo takich nie miałem, ale po moich nieżyjących teściach z Pomorza. Został kiedyś kupiony w warszawskiej "Desie" i przyjechał do Francji. Miał być komuś ważnemu ofiarowany, ale się "przyzwyczaił" i został z nami. -Swój moździerz wyczyściłeś, a samowara po teściach - nie ruszysz? - zaczęło mnie gryźć. Poza tym - przypomniałem sobie - jak kiedyś spadł, zaczepiony pieluszką, o mały włos, obok naszego syna. Zacząłem go czyścić, bo mam do niego sentyment, mimo że ruski z Tuły i wyprodukowany przez fabrykę niejakiego Woroncowa. Metal mosiężny miał jakiś inny, pokryty patyną, czyścił się bardzo ciężko, aż musiałem miałkim papierem ściernym pomagać, widać zakuty, tulski charakter. Dopiąłem swego i przyznam, że jestem zadowolony, teraz stoi taki "bogaty", niecodzienny, a ja czuję
...
|