
Przestroga przed sezonem


Od pewnego czasu jestem przewodnikiem turystycznym. Mając pewne doświadczenie i wiedzę o dziedzictwie kulturowym naszego, jakże uroczego kraju, obecnie borykającego się z wieloma problemami, dostrzegłem pewien proces, którego zatrzymać chyba nikt nie zdoła. A mianowicie: turystyka zawsze była sposobem aktywnego spędzania wolnego czasu, ale dla nielicznej grupy ludzi, których po prostu było na to stać. Od pewnego czasu wiele się nie zmieniło, przynajmniej w kwestii zamożności turystów. Turysta to taki człowiek, który kocha przyrodę, potrafi się nią cieszyć, korzystać z jej dobrodziejstw niezmieniając jej pierwotnej natury. Gdybym dziś chciał przedstawić obraz turysty 2003 roku, na przykład w Bieszczadach, to przychodzi mi do głowy stwierdzenie, że prawdziwych turystów, mających na celu odpoczynek i ochronę przyrody jest znacznie mniej, aniżeli tych, co przyjeżdżają odreagować ograniczenia dużego miasta i nie zważają na żadne nakazy i zakazy, tylko zachowują się tak, jakby po nich nikt już więcej tu nie miał przyjechać. Szaleć, niszczyć, zakłócać ciszę - to w ich mniemaniu normalka, są na luzie i z niego korzystają. Uzasadnieniem może być sytuacja, która miała miejsce poprzedniego lata. Tradycyjnie o godzinie 5:30 wychodzę z grupą na szlak: Ustrzyki Górne - Szeroki Wierch - Tarnica - Wołosate. Jest pięknie, ludzie - chociaż nie całkiem wyspani, ale z szerokim uśmiechem i życzliwym spojrzeniem - maszerują pod pierwsze podejście. Pogoda wprost idealna: lekki wiaterek, słońce wstaje, tempo spokojne, po prostu sielanka. Wychodzimy na Szeroki Wierch; widoczność wspaniała, w ruch idą aparaty, kamery, nawet ołówki. Krótki postój, łyk wody i ruszamy dalej. Starym zwyczajem w czasie wędrówki przewodnik ma turystom przedstawić rys geograficzno - historyczny trasy i związane z nią legendy (każdy szlak ma przynajmniej jedną). Przedstawiam wędrowcom szatę roślinną Bieszczadów na konkretnych przykładach. Ogólne zaciekawienie, wiele pytań to domena prawdziwego wędrowca.
Przekonuję, że Bieszczady to jeden z najczystszych regionów Polski, że ludzie wielką wagę przykładają tu do ochrony środowiska, itd.. Po przejściu kolejnych 100 metrów wychodzę na kompletnego idiotę, pod moimi nogami leży pokaźny stos puszek po piwie, opakowań jednorazowego użytku, a nawet na wpół spalony drogowskaz mający ułatwiać orientację w terenie. Wstyd było popatrzeć w oczy moim podopiecznym - dopiero z takim przekonaniem informowałem o
...
|