
Deptak


Ciepła zima, śmiało można pogawędzić na ulicy. Coś powiedzieć, coś usłyszeć. Ponoć zamiast poprawić wyboisty chodnik i dziurę w bocznej ulicy, miasto szykuje się do zadania szpanu fontanną, deptakiem, śródmiejskim pasażem. Ponoć.
O tym się mówi, dyskutanci z powagą kiwają głowami, temat jest poważny i poważnie należy doń podejść. Deliberuje się nad tym, czy chude miejskie pieniądze w dziurę na peryferiach wrzucić, czy schlebiając estetycznie wyrafinowanym gustom europejskiego poloru Lesku przydać.
Dylemat nie jest skomplikowany: z miejskiej kasy łatać najpilniejsze realne potrzeby, czy też tę właśnie kwotę - w przypadku dziur i chodnika finalną - przeznaczyć jako wkład własny, jako procent kwoty w całości dla miasta niewyobrażalnej, na przedsięwzięcie z wyższej półki. Z półki zasilanej unijną gotówką.
Jak na to patrzeć, komu przytaknąć, komu nie? To zależy od tego, czego od miasta oczekujemy, jakim go chcemy widzieć. Możemy żądać prostego chodnika dla siebie i drogi takiej samej. Należy nam się. I w centrum, i na przedmieściach. Jeśli zaś chcemy wystawić Lesko pod osąd szerszy niż samych mieszkańców, jeśli chcemy być turystom przyjaźni, może warto przybyszów czymś olśnić. Choćby urokiem śródmieścia. Padną czasem kąśliwe uwagi, że się śmiecie pod dywan zamiata, ale inaczej nikt z przybyszów ani dywanu, ani śmieci nie zauważy.
Pokiwamy więc głowami aprobując poglądy rajców, czy pokręcimy z dezaprobatą. W sprawie kiwania czy kręcenia "decyzja należy do Ciebie".
|