|

Reportaż na gorąco. Jeden dzień bliżej nieba


Właściwie to "aż ze szczytu", bowiem widok przy dobrej widoczności jest jak marzenie: widać i połoniny, a przy dobrej widoczności nawet Tarnicę. Właściwie rozpościera się tu bajeczny widok; gdzie nie spojrzeć widać i Jezioro Solińskie, i okoliczne wsie, i miasteczka. Zapiera dech w piersi. Dla samego widoku już warto tu być! Łukasz jedzie po linę. Musi ją szybko zwieźć, by była gotowa go podczepienia do następnego lotu.
W tym czasie widać jakieś zamieszanie na górze, koło wyciągarki. To jacyś nieobeznani z przepisami szybowiska, paralotniarze rozwinęli glajty. - O, zaraz zobaczysz Bobula w akcji - mówi Arek. Nie wiem o co chodzi, ale zaraz objaśniają mi, że jest zakaz lotów parolotniami, gdy trwają loty szybowcowe. To ze względów bezpieczeństwa. Lina którą zwalnia szybowiec może po prostu upaść komuś na głowę i nieszczęście gotowe.
Wylądowali. PW-6 zasunął brzuchem po trawie, zaszumiało. Zatrzymał się i klap, przechylił na bok.
- No to teraz patrz! - powiedziała Sabina. Emanujący jak dotąd stoickim spokojem instruktor wsiadł w klekoczący Subaru i pomknął pod górę. Był tam tylko chwilę. Z daleka widać było, jak niefortunni paralotniarze zaczynają manewrować przy skrzydłach. - Krótka piłka - stwierdził ktoś obok. Bobul rzucił "wiąchę ostrzegawczą" i biada tym, którzy będą plątać się teraz po górze. Instruktor wysiadł i jakby nigdy nic wypłynął pod jego wąsem nieprzenikliwy uśmiech. - Kto następny? - zapytał zapinając na nowo uprząż spadochronu.
Zbliża się południe. Skwar. Wszyscy chowają się pod namiot. Zgromadziło się też sporo chętnych do "przelecenia" jak śmieją się kursanci. Aeroklub musi też na siebie zarobić, więc kto chętny i ma trochę kasy może liczyć na wrażenia.
Tymczasem podpytuję dwóch starszych uczestników kursu - pana Stanisława i Kazimierza co ich skłoniło do wzięcia udziału akurat w takim szkoleniu. - Przyjechaliśmy z Kielc - mówi pan Stanisław - Od kilku lat latamy na glajtach i motolotniach. Chcieliśmy się przekonać, czy trudniej jest latać na szybowcach - I jak, trudniej? - pytam - Nie da się porównać! - wykrzykuje pan Kazimierz. Ale staramy się dorównać młodym.
W tym momencie znów szybowiec podchodzi do
...
|
|
1
2
3
4
5
6
|
| |
| ostatnio zmieniony: 2004-02-01 15:00:18 |
Dodaj swój komentarz.
|
|
|
Redakcja
ul. Rynek 8
38-600 Lesko
tel./fax. 013 469 69 99
echo-lesko@bieszczady.info.pl
|
Redaktor naczelny:
Jadwiga Czyżewicz-Szurlej
Konto bankowe gazety:
81 1020 2980 0000 2102 0032 7478
|
|
|
|
Echo Bieszczadów w wersji papierowej do nabycia w Lesku i okolicach oraz w redakcji.
Materiały do kolejnego numeru zbieramy do 25 każdego miesiąca.
Materiały od Internautów zamieszczamy chętnie na naszych łamach, pod warunkiem, że wyrażą zgodę.
|
Możliwość zakupu numerów archiwalnych.
Prenumeraty nie prowadzimy.
Istnieje możliwość zakupu numerów archiwalnych Echa Bieszczadów w dwóch opcjach:
OPCJA pierwsza: 10 numerów (od nr. 6.2005) - cena 25 zł (+ 5 zł koszt wysyłki)
OPCJA druga: 3 ostatnie numery - cena 7,50 (+ 2,50 zł koszt wysyłki)
W celu zamówienia numerów archiwalnych należy:
- Wpłacić na konto gazety 81 1020 2980 0000 2102 0032 7478
kwotę za gazety i koszty przesyłki. W opisie wpłaty podać imię nazwisko i adres na który ma być dostarczona przesyłka.
- Wysłać mejla: echo-lesko@bieszczady.info.pl z danymi oraz potwierdzeniem zamówienia numerów archiwalnych.
- Jeśli interesuje Państwa tylko określony numer gazety proszę napisać o jaki numer chodzi i wybrać opcję drugą. Redakcja zastrzega, że niektórych numerów nie ma zupełnie, ponieważ nakład wyczerpano.
|
Wszystkie numery archiwalne Echa Bieszczadów
|
|