
Szopka


z szopką oznajmiali swoje przybycie jakimiś wierszami lub śpiewkami.
Zygmunt Gloger w "Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej" pisał m.in.:
"W dziedzictwie po żakach wzięli szopkę chłopcy uliczni - pokazywali jasełka z lalkami. Chętnie przyjmowano w dom tych gości, którzy zwłaszcza u dziatwy wielkie mięli łaski. Bo co też to oni nie umieli kolęd i śpiewek różnych, których teraz ani części nikt nie pamięta! Za każdą nową sceną kurtyna zapada i dzwonek donosi o zmianie dekoracji."
W "Dziejach Leska 1918-1939" Józef Budziak podaje:
"W pierwszych latach po pierwszej wojnie w okolicy świąt Bożego Narodzenia mieszczanie z Czytelni Mieszczańskiej odwiedzali domy z wielką szopką, w której była urządzona scena z kukiełkami. Kierownikiem artystycznym był listonosz Stanisław Słotwiński."
Z przytoczonych wyżej informacji wynika, że zwyczaj "chodzenia z szopką" był bardzo rozpowszechniony i popularny. Wróćmy jednak do wspomnianego na początku artykułu Tadeusza Filara, w którym autor wyraził nadzieję, że być może kiedyś uda się odnaleźć dawną leską szopkę i tym samym powrócić do tej pięknej tradycji.
Zachęcona tą opowieścią zamieściłam w tym samym numerze "Echa Bieszczadów" apel do mieszkańców, w którym prosiłam o przekazanie mi jakichkolwiek informacji na temat losów tej szopki, wykonawców ról. Na odzew nie musiałam czekać zbyt długo. Pierwszą osobą, która zgłosiła się do mnie był pan Janusz Radłowski, który udostępnił mi zdjęcia szopki i kolędników, wykonane w 1957r. w Domu Kultury przez pana Edwarda Barana. Zdjęcia przedstawiały grupę kolędniczą w składzie: Edward Grzyb, Sławomir Barna, Janusz Radłowski, Michał Orzechowski, Andrzej Opałka, stojących za szopką - niektórzy z nich trzymali w rękach kukiełki.
Pan Radłowski opowiedział mi także historię zwyczaju chodzenia z szopką po kolędzie. Tak więc, gdy byli w klasie V szkoły podstawowej kościelny, pan Grzybowski, zachęcił ich do kolędowania, zaś poruszania kukiełkami uczył wówczas listonosz Słotwiński. Chłopcy wytrwali w swoim zadaniu aż pięć lat: od 1953 do 1958 roku. A trzeba wiedzieć, że chodzenie po kolędzie nie było łatwe: szopka była ciężka, uciążliwa w transporcie, do którego służyły duże sanki. Również samo przygotowanie do występu zajmowało sporo czasu: szopka miała rozkładane nóżki, zakładaną kurtynę, wszystko musiało być ułożone jak należy. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że przed grupą kolędniczą,
...
|