
Szopka


o której mowa, chodziły także inne. Należeli do nich między innymi: Edward Słotwiński, Józef Krzywowiąza, Marian Grzybowski, Edward Zapała, Edward Bezeg.
Pan Janusz wspominał, że kolędnicy z szopką byli bardzo chętnie przyjmowani do domów, a szczególną uciechę miały z ich odwiedzin dzieci, którym niesłychanie podobała się scena z kukiełkami. W czasie przedstawienia panowała niemalże magiczna atmosfera: pogaszone światła, skupienie, niesamowite przeżycia, ale także mnóstwo śmiechu. Przy końcu spektaklu dorośli często rozsypywali po podłodze orzechy, które chowały się wśród siana i słomy, jak nakazywał obyczaj - nie lada sztuką było ich odnalezienie.
Próbowałam dowiedzieć się, gdzie może znajdować się zaginiona szopka. Na podstawie rozmów z mieszkańcami Leska ustaliłam, że prawdopodobnym miejscem jej przechowywania jest dom dawnego opiekuna grupy kolędniczej, kościelnego Grzybowskiego z ul. Kościuszki. Po kilku miesiącach córka pana Grzybowskiego poinformowała mnie, że szopka się odnalazła. Okazało się, że jest ona w bardzo złym stanie, gdyż przynajmniej przez 40 lat przechowywana była pod warstwą mokrej słomy. Niedługo potem kilku chłopców z Gimnazjum w Lesku przyniosło szopkę do szkoły. Jej widok był żałosny - była rzeczywiście bardzo zniszczona. Jednak ani mnie, ani chłopców to nie zniechęciło; wręcz przeciwnie - postanowiliśmy ją wspólnymi siłami odnowić, zachowując przynajmniej w części to, co z niej pozostało. Naszym zdaniem najważniejsza była jej "dusza", historia i tradycja, która się z nią wiązała. Młodzież była bardzo zainteresowana tym, do czego służyła ta dziwna drewniana budowla i chętnie słuchała opowieści o dziejach szopki. Prawie natychmiast utworzyła się grupa kolędnicza złożona z chłopców, którzy wyrazili gotowość podjęcia się trudnego ale ciekawego zadania odrestaurowania szopki i przywrócenia jej tradycji. W jej skład weszli: Piotr Obłaski, Mateusz Pasławski, Piotr Gurgacz, Patryk Domański, Dariusz Bończak, Piotr Lalik i Miłosz Lewandowski.
W tym miejscu znowu służył nieocenioną pomocą pan Janusz Radłowski, który wspólnie z p. Marianem Grzybowskim przypomnieli sobie, niemal słowo w słowo, tekst scenariusza. Równocześnie swoją wersję tekstu, prawie identyczną, przekazał mi pan Edward Grzyb. Było to dla mnie dodatkową zachętą do napisania tekstu scenariusza, w którym starałam się nie dokonywać żadnych zbędnych poprawek. Przy okazji skorzystałam z kilku źródeł historycznych (m.in. z dzieł Glogera i Kolberga), które przybliżyły mi historię zwyczaju chodzenia z
...
|