
Reportaż z wyprawy


może być tylko u nas. Wydawało się, że duża prędkość będzie rozwiązaniem, niestety, nie tym razem. O ile pierwszy samochód zakopany w błocie udało się "szybko" wyciągnąć, to z drugim już tak nie poszło. Zakopał się równo z drzwiami. Mimo naszych wysiłków tkwił sobie w kałuży "po pachy". Dzięki linie i samochodowi, który stał już na twardym gruncie zmontowaliśmy "wyciągarkę". Znowu się udało. Nie na długo jednak. Tym razem jeden z samochodów "zawiesił się" na grzbiecie ziemi i żadna siła nie modła sprawić, by koła zamiast w powietrzu kręciły się po drodze. Metoda holowania na nic się zdała. Postanowiliśmy skorzystać z wiedzy, jaką wynieśliśmy z lekcji fizyki (jak widać nie warto chodzić na wagary). Zastosowaliśmy metodę "na wagę". Długi drąg ustawił odpowiednio maluszka, pod koła włożyliśmy deski i poszło jak należy. Potem już powtarzały się poprzednie sytuacje, ale z nimi radziliśmy sobie bez problemów. Kiedy dotarliśmy do Łopienki, nadszedł czas dać odpocząć maszynom i ich właścicielom.
W drodze powrotnej przez Terkę, Wołkowyję i Górzankę czekały nam jeszcze trzy przeprawy przez potoki w bród, co pozwoliło oczyścić co nie co samochody, a i nam pozbyć się nadmiaru błota. Powrót do "cywilizacji" uświadomił nam, że spędzanie wielu godzin przed telewizorem lub komputerem, to nie tylko zajęcie niezdrowe, ale i nudne. Pierwszy rajd - mamy taką nadzieję - będzie dobrym wstępem do zgłębienia wiedzy na ten temat i sprawi, że w przyszłości narodzi się wielka pasja podróżowania i poznawania nowych miejsc. Powiedzenie, że: "Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku", w naszym przypadku właśnie w ten sposób została zapoczątkowana.
Daniel Binik
|