
Lutkowe zapiski


Książki dyżurów naszej Grupy zawierają ciekawe
zapisy sprzed lat. Niektóre z nich chcemy opublikować "dla pamięci".
Mało kto zdaje sobie dziś sprawę z tego, że zaledwie 40 lat temu
Bieszczady pod wieloma względami były zupełnie inne. Dzisiaj zapisy z
"Księgi dyżurów" z Połoniny Wetlińskiej dokonane przez Lutka Pińczuka
35 lat temu. Lutkowe zapiski
25.06.1966r. Od
strony Smereka zauważyłem idącego konia. Podjechałem do niego swoim
koniem i podprowadziłem pod schron. Obejrzawszy konia, stwierdziłem, że
jest mocno wycieńczony i ma skaleczoną lewą, przednią nogę. Zrobiłem mu
opatrunek (pioctanina), dosypałem mu karmy i w towarzystwie mojego
konia puściłem go na trawę.1
29.10.1966r. Temp. 10 st. C. Zachmurzenie, wiatr słaby, widoczność bardzo słaba. O
godz. 10 zeszło na dół w kierunku Wetliny dwóch turystów, którzy
przybyli wczoraj i zanocowali. Do szosy sprowadziłem ich, gdyż
widoczność była bardzo słaba, a jeden z turystów był osłabiony.
(Spotkaniem z Lutkiem?)
30.10.1966r. Wczoraj
wieczorem temperatura zeszła do 0 st. C. Wiatr z kierunku
południowo-zachodniego zmienił się na północno-wschodni. Temp. -5st.C,
opad śniegu 30 cm, wiatr półn-wsch, porywisty, widoczność b. słaba.
Fakt dla mnie niepokojący; do schronu nie wrócił koń, którego
sprowadziłem na połoninę. O godz. 10-tej wyszedłem na
poszukiwanie, wróciłem o 14-tej, nie napotkałem żadnego śladu. Bardzo
się boję, że mogło się coś stać, dlatego, że koń "Karo" zawsze, gdy
zmarzł albo większy deszcz padał to przychodził sam. Posuwanie się
bardzo trudne - śnieg puszysty, nastroszona trawa i silny wiatr.
31. 10.1966. Temp. -5st.C, opad śniegu, bardzo silny wiatr. W dalszym ciągu uskuteczniałem poszukiwanie konia. 01.11.1966.
Temp. 0st.C, opad śniegu, zamieć. O godzinie 9-tej schodzę do Wetliny w
celu poszukiwania konia. Śniegu jest ok. 40 cm, równocześnie potworzyły
się zaspy o wysokości do 120 cm. W czasie mojej nieobecności na dyżurce
przebywa moja współtowarzyszka. 2
02.11.1966. Temp.
-2st.C, bez opadu, wiatr słaby, widoczność dobra. Gdy o godz. 13-tej
wracałem z Nasicznego, w lesie na stoku południowym natrafiłem na ślady
konia, poszedłem za nimi. Posuwał się w kierunku schronu. Przy wyjściu
na połoninę powstała duża zaspa (ok. 2m) tak, że koń nie był w stanie
jej sforsować. Na całej trasie, jak i w miejscu postoju konia widać
było ślady odgrzebywania trawy spod śniegu, jak i zgryzania młodych
pędów drzewek, którymi koń się posilał. Z chwilą, gdy nadchodziłem, koń
zarżał z radości, a później tulił uszy.
03.11.1966. Temp.
...
|