
Lutkowe zapiski


-2st.C, wiatr słaby, widoczność słaba, bez opadu.
(akcja) Skręcenie spowodowane upadkiem w dniu 29.12.1966 nie poprawiło
się, noga w dalszym ciągu jest opuchnięta. Mimo sprzeciwu
poszkodowanej, zdecydowałem się odwieźć ją do lekarza. W dniu
02.01.1967 o godz. 8-mej poszkodowaną ułożyłem na toboganie i wraz z
innym uczestnikiem obozu rozpocząłem jej transport do Wetliny.
Transport odbył się konno w ten sposób, że koń służył jako siła
pociągowa, a my w dwóch podtrzymywaliśmy tobogan. Po dotransportowaniu
poszkodowanej do Wetliny o godz. 11-tej, wsadziłem ją w towarzystwie
koleżanki do autobusu. Przy najbliższej sposobności miała zgłosić się
do lekarza.
04.01.1967.Temp.
-9 st. C, silny wiatr, mgła. O godz. 8-mej uczestnicy obozu zakończyli
swój pobyt w schronisku i udali się do Wetliny, skąd mieli odjechać
autobusem do Warszawy.. Z obozu i warunków tu panujących uczestnicy
byli zadowoleni. Ponieważ w czasie zejścia była duża mgła, konieczne
było ich sprowadzenie do granicy lasu.
14.01.1967. Temp.
-7st.C, wiatr silny, zachmurzenie niewielkie. O godzinie 13-tej
schodziłem do Berehów. Przez 3 dni szalała straszna wichura i duży opad
śniegu. Dzisiaj w dalszym ciągu wieje bardzo silny wiatr, spadło ok. 60
cm świeżego śniegu. Szosa zasypana całkowicie, na niektórych odcinkach
1,5 metrowe zaspy. Podchodzenie z Berehów zajęło mi ponad 7 godzin. W
kopnym śniegu narty zapadały się po kolana, wiał okropnie silny wiatr.
Po wyjściu na połoninę czapkę musiałem naciągnąć na nos, bo inaczej
spaliłoby mi twarz. W końcu zgubiłem orientację, mimo że podchodziłem
tędy setki razy. Posuwałem się wciąż pod górę. Co pewien czas wiatr
hamował moje zapędy. Gdy tak się piąłem pod tą górę, myślałem już że
dojdę do nieba, tylko że kijkiem zaczepiłem o ścianę chaty.
15.01.1967. Temp. - 10,5 st.C, wiatr bardzo silny, zachmurzenie duże, opad śniegu. Dzisiaj miał wyjść ratownik na zmianę dyżuru.
16.01.1967. Temp. -18 st.C, wiatr bardzo silny, opad śniegu, widoczność słaba.
17.01.1967. Temp. -20st.C, wiatr bardzo silny z rana, później słabnący. Słonecznie! Dzisiaj powinni już wyjść ratownicy. Do tej pory nie ma ich na pewno, dlatego, że drogi są zawiane i autobus nie przyjechał...
Z książki dyżurów wygrzebał: Jan Jarosiński 1 W
książce dyżurów zapisano jako interwencję w rubryce "poszkodowany" jest
zapis: "Koń maści jasny kasztan - rozcięcie lewej przedniej nogi"

Lutek na Karym - 28.07.1966
zdjęcie przesłane
...
|