
Ślady Wielkiej Wojny....


odwrotu wielkiej armii rosyjskiej. W połowie maja cichną walki w rejonie Bieszczadów, pozostają zgliszcza i bezimienne groby, cmentarze w środku gór. Liczba poległych żołnierzy obu walczących stron określana jest w przybliżeniu nawet na 100 tysięcy.
Oczami żołnierzy....
Krwawe bitwy rozgrywające się w Karpatach, w tym w Bieszczadach, na długo zapadły w pamięci tych, którzy przeżyli. Mróz i głód to ponure widma, z którymi żołnierze musieli walczyć na co dzień. Okopani w ledwie wygrzebanych w kamienistym gruncie transzejach, w śniegu, na pierwszej linii, gdzie nie można było rozpalać nawet małych ognisk, oczekiwali na przeciwnika, który przedzierał się przez zaśnieżone wąwozy. Idąc na śmierć, sami ją zadawali....Relacje są spójne; białe piekło zaśnieżonych szczytów i ciemnego lasu odciskały piętno na żołnierzach obu walczących stron. Szli do szturmu, gdy dystans pomiędzy walczącymi był zbyt mały, by oddać strzał, walczono wręcz, gdy łamały się żołnierskie bagnety i oficerskie szable, używano łopatek saperskich, kolb karabinów, które rozpryskiwały się na głowach przeciwnika....Nikt nie prosił o litość, każdy żołnierz wiedział, że aby żyć, musi zwyciężyć. Żołnierskie pochówki, w wykopanych jamach, w transzejach, chowano i zwycięzców i zwyciężonych, nie było salw honorowych, pośpiesznie grzebano zmarłych, czasami nie chowano wcale.......Głęboki śnieg krył tragedie zwyczajnych ludzi, którzy marzyli jedynie o domu rodzinnym. Wiosną roztopy zabierały doczesne szczątki w dół wąwozów, przykrywały ich liście, które opadały w dół rok za rokiem, grzebiąc tych, których nikt wcześniej nie pogrzebał..
Zaciera się pamięć o tych wydarzeniach. Większość tych, którzy przeżyli, odeszła na zawsze. W relacjach, które po nich pozostały, walki w Karpatach były potwornym sprawdzianem hartu ducha i ciała, osobistą tragedią, bólem....
Trochę historii współczesnej......
Poszukiwania z wykrywaczem metali, budzące wiele emocji weekendowe i wakacyjne hobby...Dla niektórych źródło wielorakich doznań przy kolejnym odkryciu, dla niektórych zwykły sport, dla innych zaspokajanie kolekcjonerskich pasji, dla części źródło zarobku.....cóż takie czasy.... Poszukiwacze trafili w Bieszczady masowo, dopiero po odwilży politycznej, kiedy to włóczenie się po lasach w kurtkach z wojskowego demobilu, z saperką i oczywiście wykrywaczem nie było utożsamiane z działalnością o charakterze dywersyjno - szpiegowskim. Szczęśliwie poszukiwania ze względu na trudny teren nie znalazły aż takiej rzeszy sympatyków, by przerodzić się w beztroskie rycie w ziemi, jak
...
|