
Przestroga przed sezonem


oddaniu turystów i okolicznych mieszkańców w ochronę środowiska, a tu taka wpadka.
Od tamtego czasu w pełni zrozumiałem cytat: "Nie chwalę dnia przed zachodem słońca".
Takich przykładów "chorego" wypoczynku przewodnicy widzieli tysiące, a i ja nie mniej. Nie ma znaczenia, co na ten temat i ile powie środowisko BPN-u i PTTK. Ważne jest to, co będziemy robić, by temu zaradzić. Jak egzekwować, jak karać, a nie utyskiwać i debatować? Pseudoturyści nie zdają sobie sprawy, jak bardzo szkodzą takim zachowaniem sami sobie i innym. Nauczeni przez miasto, że ktoś przyjdzie i posprząta, tak samo zachowują się w górach. Paląc znaki narażają swoich towarzyszy na zgubienie szlaku, dewastując ławki, wiaty, szałasy przeciwdeszczowe - na utratę miejsca do odpoczynku w razie załamania pogody, a w efekcie na utratę zdrowia lub życia. Informowanie ulotkami, tablicami, kontrolą strażników na szlakach, podniesieniem opłat za wstęp na teren parku - tak możemy się bronić przed aktami dewastacji, ale jednocześnie będziemy zabijać piękną ideę wędrówki, turystyki, poprzez ograniczanie dostępu ludziom mniej zamożnym, którzy kochają tę "krainę wilka" miłością podobną do naszej, przewodnickiej. W taki oto sposób koło się zamyka, "nic w przyrodzie nie ginie". Co prawda efekty tak nikczemnej działalności będą utrapieniem naszych dzieci, ale i tak mi przykro. Ciekawe jak im wytłumaczymy, że tu kiedyś żył ryś, wilk, niedźwiedź, żubr, bóbr, łoś, jeleń, ale teraz ich już nie ma? Apeluję do was, TURYŚCI, o rozsądek i roztropność. Zastanówcie się 100 razy, nim wyrwiecie drogowskaz, 200 razy, nim zniszczycie szałas, 300 razy, nim wyrzucie butelkę, puszkę po piwie do lasu, czy pozostawicie na połoninie powodując pożar. Tak niewiele trzeba by zniszczyć, a tak dużo by odbudować.Traper
|