
Moździerz, samowar i...dom.


się trochę jak w dwuosobowej sztuce genialnego Czechowa. Na chwilę się zamyślę: Zapalą się lampy w abażurach, zaszumi woda w samowarze, aż odezwie się "kipiatok", przyjdą trzy siostry (przyjedzie nasz syn z nauk w Lipsku) potoczą się rozmowy, zabrzęczą filiżanki i zacznie się nalewanie herbaty.
Niestety, trzech sióstr już nie ma, wujaszka Wani... też...niet na świecie, a wiśniowy sad już dawno wyrąban. Rewolucja była i minęła. Kurtyna na dobre zapadła i wszystko w porządku, panie Czechow, tylko te sprawy międzyludzkie zostały takie same, co w życiu, co w duszy, o mijaniu, o starzeniu. Ot, tak.
Porządkując strych, przejrzeliśmy się bliżej naszemu domowi od środka. Więźba piękna, z kasztanowego drzewa, bardzo pomysłowo wiązana. Nasi cieśle góralscy są nieźli, ale tutejsi inne pomysły mieli. Podobno byli wśród nich tacy rzemieślnicy, co przy budowie statków pracowali i dlatego te formy są nieraz takie wyszukane, zaokrąglone. Sam dom, jak wszystkie tutaj, zbudowany jest z miękkiego piaskowca zwanego "tiffeau" wydobywanego na miejscu. Ciosali go regularnie i obrabiali, rzeźbiąc często wyszukane zakończenia. Z niego budowane były te słynne statki nad Loarą. Kupowali go też Niemcy, Holendrzy i spławiali statkami towar do morza, a stamtąd dalej. Bogaci wybierali materiał, a biednym pozostawały dziury po kamieniu i tam mieszkali. Te udoskonalone dziury nazywano "troglodytami", pełno ich tutaj, bo kraj kiedyś był nie bogaty. Znalazł się też łupek, z którego nauczyli się oddzielać cienkie płytki do pokrycia dachów. Przybijali je gwoździem do cienkich łat. Mieszkańcy uprawiali winorośl, która rosła łatwo, trzeba było tylko umieć przy niej pracować i chcieć produkować wino. Zwierzyny w lasach nie brakowało, rzezimieszków też. Wiatraki mieliły zboże na mąkę, a wiatry z nad Atlantyku dochodzą regularnie, nieraz wieją bardzo gwałtownie. Młyny stawiali też z kamienia, sklepiając wpierw piwnicę, z której wychodzi wieża wzmocniona na zewnątrz kamieniami wiązanymi na zaprawie i zakończona drewnianą budką, od której odchodziły cztery skrzydła poruszające na dole kamienie młyńskie. W tej osadzie, gdzie teraz mieszkamy, było tych młynów aż 11, dużych i małych, na użytek obejścia. W takim młynie mam teraz pracownię. Czuję się nieraz jak "młynarz z... Leska!" (Gdzie Rzym, gdzie Krym). Na ścianie domu, od wewnątrz wydrapana jest cyrklem data 1883.
...
|