
20 lat minęło jak jeden dzień...


już jest! Nie wolno patrzeć na to, czy nas ktoś lubi czy nie. Trzeba robić swoje! Teraz, w roku jubileuszowym, wszystkie trudne chwile idą w niepamięć. Dziś żyjemy jeszcze atmosferą koncertu. I jesteśmy wdzięczne wszystkim, którzy nam pomogli go zorganizować: Ewie Sidor - dyrektor Ogniska Pracy Pozaszkolnej, które patronuje naszej pracy, Ewie Baranowskiej - dyrektor Bieszczadzkiego Domu Kultury i jego pracownikom, pani Stasi Podkalickiej, która uszyła prawie wszystkie nasze stroje, a także gościom, którzy stworzyli niesamowitą atmosferę podczas koncertu. J.Sz: Czy jest coś, co chciałyby Panie powiedzieć samym dzieciom z zespołu? A.L: Chcemy im życzyć, żeby jak najdłużej zachowały swoją przepiękną dziecięcą spontaniczność, radość i uśmiech na twarzy. H.B: Aby tańczyły jak najlepiej, dla samej radości tańca, nigdy dla nagrody. Zawsze im to przed ważnymi konkursami powtarzamy: nie musicie zdobyć nagrody, musicie tylko zatańczyć jak najlepiej, nagrody są miłą i wspaniałą, aczkolwiek drugorzędną sprawą. M.L: Ja chciałabym, aby zawsze pamiętały o trzech zasadach, które są najważniejsze dla zespołu:1)zawsze w tańcu się uśmiechać, 2)nie poprawiać strojów w czasie tańca, choćby spadały czy uwierały, i 3) najważniejsze - podczas występu dawać z siebie wszystko.
J.Sz: Jaka jest Pań recepta na sukces? A.L: Praca, praca, praca. J.Sz: Najbliższe plany? H.B: Wyjazd do Małogoszczy i na "Kaczuchę" do Krosna, oczywiście duży letni koncert w Lesku z okazji jubileuszu, nowe układy, nowe pomysły. Wszystko przed nami. J.Sz: Czego sobie Panie życzą na następne dwadzieścia lat? A.L: Marzymy, żeby dzieciom zorganizować w nagrodę wyjazd, np.: na Węgry, który może być połączony z występami. Mogłybyśmy być ambasadorami kultury, jak na zespół artystyczny przystało. Dzieci zobaczyłyby coś nowego, byłoby to piękne wspomnienie.
Dziękuję za rozmowę i życzę w imieniu redakcji "Echa" 100 lat i kolejnych pięknych jubileuszy i kolejnych tomów kronik zespołu.
Joanna Szurlej
|