Aż do I rozbioru Państwa Polsko - Litewskiego Bieszczady stanowiły część Polski i dzieliły Jej losy. Do połowy XVII w. losy te były dla województwa ruskiego w miarę łaskawe.
W okresie przedrozbiorowym
Aż do I rozbioru Państwa Polsko - Litewskiego Bieszczady stanowiły część Polski i dzieliły Jej losy.
Do połowy XVII w. losy te były dla województwa ruskiego w miarę łaskawe. Dopiero okres “Potopu” ciężko doświadczył część jego terenów.
W 1657 r. nastąpił na Polskę najazd Księcia Siedmiogrodzkiego Jerzego Rakoczego, lennika Turcji (co mu nie przeszkadzało prowadzić w miarę niezależnej od Turcji polityki zagranicznej). Paweł Jasienica pisze o tym w swojej “Rzeczypospolitej obojga narodów” w sposób następujący: “Armia Rakoczego znęcała się nieludzko nad krajem, który wcale wobec Węgier nie zawinił, od wieków odczuwał nawet ku nim żywą sympatię. Książę - wódz po prostu żaden - nie panował nad swymi hordami, składającymi się z Siedmiogrodzian, Wołochów i innych zakarpackich nacji, wspartych Kozakami. [Bohdan Chmielnicki liczył na małżeństwo swojego syna, Jerzego, z córką Rakoczego - przyp. SB]. Zbladły wobec ich poczynań srogości Szwedów, zwanych naówczas Tatarami chrześcijaństwa. Korona zapoznała się z tym, co wcześniej przeżyła Ukraina od obcych i swoich. Miasta i wsie szły z dymem (...). Miał jeszcze szczęście jeniec, którego po prostu zarżnięto. Bo innych palono na wolnym ogniu, żywcem przecinano piłami, poszukując połkniętych klejnotów.”.
Genezą owych poczynań wojsk Rakoczego był traktat rozbioru Polski, podpisany w grudniu 1656 r. w Radnot na Węgrzech. Zawarli go: Król Szwecji, Elektor Brandenburski, nasz rodzimy Bogusław Radziwiłł, no i właśnie Książę Siedmiogrodu Jerzy Rakoczy. Ten ostatni miał otrzymać całą Małopolskę i część Mazowsza (z Warszawą), a także tytuł ... króla Polski. Traktat ów spotkał się (jeszcze przed zawarciem go) z wielkim sprzeciwem na Węgrzech, głośno protestowała nawet żona Rakoczego. Na próżno. Rakoczy z wojskiem już w styczniu 1657 r. przekroczył Karpaty i wtargnął do Małopolski.
No cóż, nasi przodkowie poradzili sobie i z tym strumieniem potopu. Hetman polny koronny Jerzy Lubomirski zastosował taktykę odpłacania “pięknym za nadobne” i w czerwcu 1657 r. na czele 40-to tysięcznej armii przekroczył Karpaty i zaczął pustoszyć północny Siedmiogród. “Palił, ścinał, gdzie tylko zasiągł, wodę a ziemię zostawił” (cyt. za Pawłem Jasienicą).
W tymże 1657 r. hordy Rakoczego w popłochu wycofywały się na Węgry. Część madziarskich wojsk wracała przez Przełęcz Radoszycką, pustosząc całą okolicę. Niektóre wsie bieszczadzkie (m.in. Duszatyn, Mików, Prełuki, Roztoki Górne, Solinkę) trzeba było potem zasiedlić ponownie.
Upłynęło zaledwie 15 lat i region bieszczadzki został znów ciężko doświadczony przez historię. W 1672 r., za panowania króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, Polska prowadziła wojnę z Turcją. Tatarzy (sojusznicy i lennicy Turcji) wtargnęli m.in. na ziemie Bieszczadów, skąd uprowadzili tysiące mieszkańców, paląc ich domostwa. Nie doszli z jasyrem na Krym, gdyż zostali rozbici przez wojsko koronne. Uwolnieni chłopi (ci, którzy przeżyli) nie wrócili jednak do swoich domów (bo ich już nie mieli), lecz w większości pozostali -zmieniając panów - ze swymi wybawicielami. Tak o tych wydarzeniach pisze historyk Janusz Pajewski w książce pt. “Buńczuk i koncerz. Z dziejów wojen polsko - tureckich”: “Tatarzy, przewidując rychłe zawarcie pokoju, chcieli zebrać obfite łupy, zwłaszcza cenny jasyr. W głąb kraju ruszyły czambuły o łącznej sile od 30 do 40 tysięcy ordyńców. Poszły trzema szlakami: nad Wieprz, nad San i na południowy brzeg Dniestru. Niosły z sobą grabieże, pożary i nieopisane nieszczęście ludności uprowadzanej w niewolę. (...) Największy pogrom zadał hetman [Sobieski - przyp. SB] Tatarom 14 października [1672 r. - przyp. SB] pod Petranką i Uhrynowem. Wielki czambuł zupełnie rozbito (...). Ogólnym rezultatem wyprawy było rozgromienie napastniczych czambułów, których straty sięgać miały ponoć dwudziestu kilku tysięcy ludzi, i co ważniejsze oswobodzenie wleczonej w niewolę ludności: dzieci, kobiet, mężczyzn wszelkiego stanu w liczbie - według obliczeń Sobieskiego - 44 tysięcy.”
Kilka tysięcy spośród tej liczby uwolnionych to zapewne mieszkańcy wsi bieszczadzkich. A ilu z nich nie przeżyło pędzenia jasyru ? Tatarzy, gdy zostawali otoczeni, obronę rozpoczynali od ... wyrżnięcia jasyru. Poza tym pamiętajmy, że wcześniej - po otoczeniu danej wsi - nie wszyscy jej mieszkańcy byli zabierani do niewoli. Ci “nieproduktywni” i nie rokujący dojścia pieszo na Krym (starcy, chorzy, dzieci, itp.) byli przez Tatarów po prostu mordowani na miejscu.
Stały Bywalec
